30 października 2013

I wanna love you... [1/4]

Pierwsze long story na moim blogu. Jest ono dość krótkie, bo mam zaplanowane 4, maksymalnie 5 rozdziałów, niemniej jednak, same w sobie są dość rozbudowane.
Zapraszam do komentowania. Dzięki temu szybciej wrzucę kolejne części ;]

Zespół: Super Junior
Pairing: EunHae (Eunhyuk x Donghae)
Rating: +16 (w późniejszych rozdziałach)






Rozdział I

Był to upalny piątek pewnego majowego miesiąca. Z niezbyt wysokich szklanych budynków stojących obok siebie, równo o godzinie 20:00, wysypał się rój ludzi. Na pierwszy rzut oka przeważała młodzież, jednak nie można było jednoznacznie stwierdzić czy była ona dominującą grupą. Wiele osób zatrzymywało się po drodze zapisując coś jeszcze w zeszytach, inni rozmawiali ze znajomymi z innych budynków. Jedyną osobą, która wyraźnie nie miała ochoty na bliższe spoufalanie, albo też po prostu się spieszyła, był młody, na oko 20-letni chłopak. W dopasowanych spodniach, mocno wyciętej bokserce i blond włosach, dość mocno wyróżniał się z tłumu czarnowłosych i dość monotonnie ubranych ludzi. Lee Hyukjae, bo to o nim mowa, wsiadł do stojącego srebrnego Audi na parkingu, i nie zaszczycając Narodowego Uniwersytetu Seulskiego, z którego właśnie wyszedł, ani jednym spojrzeniem, odjechał z piskiem opon.

- Tak, Mamo, właśnie skończyłem zajęcia. Nie, nie wracam od razu do siebie, podjadę po Donghae, dawno się nie widzieliśmy.
Chłopak dodał gazu, przyspieszając, gdy na światłach zobaczył zielone. Obok niego przemknęło czerwone Hyundai, nic nie robiąc sobie z zakazu wyprzedzania na skrzyżowaniach, tym samym wymuszając na nim gwałtowniejsze hamowanie. Blondyn zaklął pod nosem.
- Nie, Mamo, nic nie mówiłem. Dobrze, przyjadę jutro bądź w niedzielę.  Zapytam go, jak będzie chciał, to wpadnę z nim, ale to dopiero w niedzielę. Tak, tak, na razie.
Wciskając czerwoną słuchawkę, odrzucił telefon na sąsiednie siedzenie. Kochał swoją rodzicielkę, ale odkąd poszedł na studia i się wyprowadził, stała się doprawdy zdecydowanie zbyt nadopiekuńcza. Nie ma sensu jednak teraz się tym przejmować. Był piątek, początek weekendu. Miał dwa dni wolności, może nawet trzy, w końcu z poniedziałkowego jednego wykładu mógł się urwać, i zamierzał ten czas wykorzystać na spotkanie z najlepszym przyjacielem, którego nie widział już dłuższy kawałek czasu. Telefon znów się rozdzwonił. Szlag. Już rozmawiając wcześniej narażał się na złapanie, ale nieodebranie telefonu, który mógł być od ojca, również nie był najlepszym pomysłem. Złapał szybko zestaw słuchawkowy, podłączył i odebrał rozmowę dziękując wszystkim bogom że zdążył. Z tego wszystkiego nawet nie zerknął na wyświetlacz.
- Hyukkie? Co tak długo?
Lee skrzywił się. Tego telefonu nie musiał akurat odbierać, ale skoro już to zrobił…
- W samochodzie jestem, musiałem zestaw podłączyć. I mówiłem ci, byś tak do mnie nie mówił – dodał cierpko.
- Jak? Ach… Rozumiem. Czyli nie mam co liczyć nawet na przyjacielskie spotkanie? – w głosie rozmówcy dało się wyczuć nadzieję.
Blondyn złapał mocniej kierownicę, zaciskając na niej palce i westchnął cicho.
- Hyesung… Sungie, wiesz, że to nie ma już szans – odpowiedział cicho, o wiele łagodniej niż wcześniej, w duchu modląc się, by nie rozbił auta. To nie był dobry moment na tę rozmowę. Choć w gruncie rzeczy nie wiedział, czy jakąkolwiek chwilę można uznać za odpowiednią, jeśli chodzi o rozmowy z byłym kochankiem.
- W końcu uświadomiłeś sobie, że go kochasz? – padło pytanie po dłuższej chwili. Lee znów musiał mocniej nacisnął pedał hamulca. Co za cymbały jeżdżą po tej drodze? I czemu ten palant z tyłu na niego trąbi? Przecież nie zrobił nic złego!
- Hyesung. Ja. Go. Nie. Kocham. Rozumiesz? – wycedził spomiędzy zębów.
- Jasne. Lecz ci się podoba i świata poza nim nie widzisz, nawet gdy jesteś w kimś w związku – po drugiej stronie słuchawki słychać było wyraźną kpinę.
- Kim, do cholery jasnej! Mówię, że nic do niego nie czuję! Jest moim przyjacielem od dzieciństwa, do diabła! I do tego całkowicie hetero przyjacielem – ostatnie zdanie niemal wymamrotał, nie uszło jednak ono uwadze byłemu  kochankowi.
- Hyukkie… Hyukjae… - Hyesung poprawił się i westchnął cicho. – Dobrze, nie będę więcej dzwonił, ale pamiętaj, że ja uważam cię za swojego przyjaciela, nawet jeśli tego teraz tak nie odbierasz. Zawsze możesz się ze mną spotkać, jeśli będziesz chciał pogadać. Trzymaj się i… mam nadzieję, że w końcu przejrzysz na oczy. Bo wszyscy wokół to wiedzą, tylko ty, albo nie chcesz, albo udajesz, że tego nie widzisz… Na razie. Do usłyszenia.
- Hyesung… - zaczął, ale odpowiedziała mu tylko cisza w słuchawce. – Niech to szlag! – szybkim ruchem wyrwał słuchawki z uszu i oparł głowę o zagłówek. Kątem oka, mechanicznie, obserwował sznur samochodów stojących przed nim w korku, w głowie zaś krążyły mu ostatnie słowa byłego. Nie był typem, który oszukuje sam siebie, zawsze cenił szczerość, nawet taką do bólu. Umiał przed sobą przyznać, że jego przyjaciel bardzo mu się podobał pod względem wizualnym. Uwielbiał z nim spędzać czas, dobrze czuli się we własnym towarzystwie. Mógł nawet powiedzieć, że traktował go jak brata, w końcu niemal razem się wychowywali. Ale żeby od razu go kochać? Absurd! Zagryzł ze złości wargę wciskając mocniej pedał gazu. Opuścił w końcu centrum i kierował się w stronę dzielnicy, w której mieszkał Hae. Włączył radio, przełączając stację na mocniejsze brzmienia. Tak, dobra muzyka, szybka jazda samochodem, pozwolą uspokoić jego myśli. A potem spotka się z najlepszym przyjacielem i pójdą się napić. Reszta świata może iść się pieprzyć.

Mieszkanie Donghae było dwie dzielnice dalej niż uczelniany campus, co oznaczało ponad godzinę jazdy w jedną stronę, nigdy jednak specjalnie mu to nie przeszkadzało. Skręcając zgodnie z drogowskazem, usłyszał nagle za sobą sygnał straży pożarnej oraz drugi, chyba karetki pogotowia. Zerkając we wsteczne lusterko zjechał lekko na bok, by umożliwić służbom ratowniczym przejazd. Inni kierowcy postąpili podobnie, dzięki czemu środek ulicy był wolny. Obok niego przejechało w pędzie kilka jednostek straży i karetek. Wszystkie skręcały w stronę, w którą miał zamiar jechać. Zdusił w sobie irracjonalne ukłucie strachu. W końcu jest tu trochę osiedli, więc nie musi to oznaczać, że jadą oni do kogoś mu znajomego. Jednak.. musiało zajść coś poważnego, skoro tyle aut jedzie na pomoc. Włączając się ponownie do ruchu, przełączył stację w radiu chcąc posłuchać wiadomości. Może dowie się co się stało.
- …do miasta przyjedzie znany piosenkarz w celu dania charytatywnego koncertu na kolejnej odsłonie słynnej już gali dobroczynnej…
- Jak zwykle gadają same bzdety – mruknął do siebie. Wyciągnął rękę, by włączyć swoją muzykę, gdy nagle kobiecy głos spikerki zmienił się na męski, przerywając poprzednią wypowiedź.
- ..wiadomości z ostatniej chwili. W dzielnicy Seocho-gu wybuchł poważny pożar. Na miejscu jest znaczna większość dostępnych jednostek straży pożarnej oraz karetek pogotowia. Nieznana jest ilość poszkodowanych. Wiadomo jednak, że w budynku wciąż przebywają uwięzieni ludzie…
Lee zamarł ściskając mocniej kierownicę. Seocho-gu. To dzielnica Hae!
- Adres, podajcie mi pieprzony adres! – wymamrotał, próbując uspokoić siebie, że to jeszcze nic nie znaczy. W końcu to dzielnica, a jeszcze są osiedla i…
- …prosi się przejezdnych o nieblokowanie drogi oraz umożliwienie dojazdu kolejnym jednostkom pod budynek 152 przy ulicy…
Hyukjae poczuł jak w płucach nagle zabrakło mu powietrza, a serce przestało bić. Wcisnął pedał gazu i nie przejmując się przepisami ruchu drogowego, z piskiem opon zawrócił, by skrótami jak najszybciej dojechać na miejsce. Drugą ręką, próbując opanować choć trochę trzęsące się palce, wykręcił numer do Donghae.
- Odbierz telefon… Błagam, odbierz ten pieprzony telefon…
- Cześć! W tej chwili nie mogę rozmawiać, ale nie obrażę się jak zostawisz dla mnie wiadomość. Na pewno oddzwonię! – w słuchawce rozległ się ciepły głos.
- Kurwa! – rzucił telefon, nie przejmując się gdzie upadł. Zmienił bieg wrzucając wyższe obroty i ponownie dodał gazu. – Przysięgam, ukatrupię cię, jak tylko dostanę w swoje ręce. Zobaczysz. Odpłacę ci się, za to straszenie mnie na śmierć, Lee.
Używając klaksona, by pogonić opieszałych, i wszelkich znanych sobie skrótów, pokonywał kolejne ulice. Dobra passa skończyła się tuż przed wjazdem do osiedla. Ludzie stali w korku i raczej nie było szans, by w najbliższym czasie coś się zmieniło. Do ulicy, na której mieszkał Hae, był jeszcze spory kawałek, ale blondyn nie mógł czekać. Szybciej dobiegnie na miejsce niż tam dojedzie, tego był pewien. Zaparkował na pierwszym wolnym miejscu i ostatkiem przytomności złapał komórkę leżącą pod siedzeniem, kluczyki od auta i pobiegł w stronę mieszkania przyjaciela.
Już z daleka dostrzegł dym na powoli ciemniejącym niebie. Będąc bliżej, widział wysokie słupy ognia, słyszał wycie kolejnych syren, krzyk ludzi, a sam miał wrażenie, że zamiera i nie mógł się ruszyć z przerażenia. Oblał go zimny pot, pomimo gorąca jego ciała po szaleńczym biegu i temperatury panującej wokół. Rozejrzał się spanikowany i dostrzegając skupionych ludzi wokół karetek, pobiegł w tamtą stronę. Na drodze wyrósł mu policjant, który kazał mu nie ruszać się z miejsca.
- Szukam kogoś… Proszę, tam… Lee Donghae, czy jest tu Lee Donghae? Błagam, on tu mieszka! – wykrzyczał zrozpaczony, czując jak po powiekami formują mu się niechciane łzy. Mundurowy, w ciemnym uniformie, spojrzał na niego uważnie.
- A pan to?
- Lee Hyukjae, jestem.. jestem jego bratem – skłamał w ostatniej chwili, jakby szóstym zmysłem uświadamiając sobie, że przyjaciele, nieważne jak bliscy, nie zostaną dopuszczeni do takich spraw.
- Posterunkowy, proszę odprowadzić pana Lee do miejsca zbiórki poszkodowanych – usłyszał.
- Dziękuję – wyjąkał i ruszył za drugim policjantem, siłą powstrzymując się, by nie ponaglać go i samemu nie biec.
- Proszę chwilę poczekać – policjant zostawił go i podszedł do kolejnego swojego kolegi pytając o coś i wskazując na niego. Ten spojrzał na listę trzymaną w rękach i z wahaniem pokręcił głową.
Hyukjae drżał z niecierpliwości i nerwów. Zaciskał dłonie w pięści i starał się równo oddychać, by nie poddać się panice.
- I jak, znalazł go pan?
- Panie Lee, jest pan pewien, że pański brat tu powinien być? – policjant wrócił do niego i spytał, jakby nie słysząc jego wcześniejszego pytania.
- Jak to pewien? Przecież wiem gdzie Donghae mieszka, do cholery! – blondyn miał ochotę rozszarpać stojącego przed nim mężczyznę za zadawanie takich głupich pytań.
- Panie Lee – mundurowy zaczął spokojniejszym tonem – źle mnie pan zrozumiał. Pytam, czy jest pan pewien, że o tej porze pana brat powinien być w domu.
- Tak, umawialiśmy się, że po niego przyjadę jak skończę zajęcia… Ale czemu pan pyta? Czy… - chłopak omiótł wzrokiem stojących nieopodal ludzi. Serce ponownie zaczęło mu jeszcze szybciej bić. – Nie znaleźliście go, prawda? To dlatego pan pyta, czy… O Boże.. on tam jest, w środku, on… - spojrzał na wciąż płonący budynek. Wokół niego kłębiło się mnóstwo strażaków. Jedni starali się opanować żywioł, inni wyprowadzali kolejnych poszkodowanych. – Ja… muszę tam iść. Tam jest Hae, ja…
- Proszę się uspokoić, robimy co w naszej mocy. Gdy tylko coś będziemy wiedzieli, damy panu znać – policjant, wbrew wcześniejszemu zachowaniu, wykazał sporą dozę profesjonalizmu odprowadzając niezauważenie blondyna w stronę karetki, gdzie zajęła się nim sanitariuszka podając mu wodę z cukrem i opatulając kocem. Spojrzał na nią, ledwo ją widząc przez zamglone oczy. Łzy, tak długo wstrzymywane, w końcu wydostały się na wolność żłobiąc rysy na policzkach i zaburzając zdolność widzenia.
- Powinienem tam być. Gdybym tylko wyjechał wcześniej, gdyby… - mamrotał, gniotąc plastik w swoich dłoniach i rozchlapując płyn dookoła.
- To nie pana wina – głos stojącej obok kobiety był łagodny, ale i stanowczy. – Poczekamy tu razem, dobrze?
Kiwnął głową, mokrymi oczami wpatrując się w budynek, jakby w każdej chwili wyczekując momentu, kiedy Donghae wyjdzie z niego, z tym radosnym uśmiechem na twarzy i słowami w stylu ‘Głupi Hyukkie, tak dać się nabrać! Myślałeś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?’ Oddałby wszystko, by wyszedł teraz cały i zdrowy. Nawet by się nie gniewał na niego… za bardzo. Byleby stanął tu przed nim, jak zawsze. Czuł jak zaczyna trząść się z zimna, pomimo ciepłego koca na ramionach. Ktoś delikatnie wyjął mu z ręki kubek, czego w ogóle nie zauważył, a sam schował głowę w dłoniach, byleby nie słyszeć tych krzyków, nie czuć zapachu spalenizny, którym pewnie przesiąkła nawet jego skóra… Nagle usłyszał wołanie. Takie jak dziesiątki innych w ciągu minionej godziny, ale wydało mu się ono niezmiernie ważne.
- Dajcie karetkę! Mamy tu poszkodowanego z pierwszeństwem przyjęcia! – głos strażaka rozbrzmiewał niedaleko miejsca w którym siedział. Na noszach, które trzymał wraz z kilkoma innymi kolegami, leżał ktoś nieprzytomny. Miał obandażowane ręce, a na twarzy maskę tlenową. Hyukjae wstał i powolnym krokiem szedł w ich kierunku. W końcu dostrzegł czuprynę czarnych włosów, a na, przybrudzonym teraz, podkoszulku widział wisiorek, który bardzo dobrze znał, bo sam taki zamówił i podarował…

Teraz był pewien. To był on, Lee Donghae.

1 komentarz:

  1. Ok, chęć mordu powstrzymana, bo skoro opowiadanie ma kilka rozdziałów, to Hae powinien przeżyć! I podoba mi się, jak zarysowałaś relacje między EunHae. Mogę sobie wyobrazić uśmiech Hyuka, gdy myśli o/wspomina Hae ;)
    Tyle słowem wstępu :P

    A wracając do historii, nigdy nie chciałabym się znaleźć w sytuacji Hyuka. Dowiaduje się o pożarze i zdaje sobie sprawę, że Jego najbliższy przyjaciel może zginąć … jednym słowem – bezradność i strach. Nie mniej, należą się brawa za zachowanie zimnej krwi, gdyby nie ona, nie mógłby się czegokolwiek dowiedzieć.

    Zastanawiam się tylko jak to rozwiążesz. No bo jak na razie mamy Hyuka, który zdaje się traktować Hae jako wyjątkowo bliskiego przyjaciela, ale wypiera się, jakoby to była miłość. MIŁOŚĆ. No i Hae, który w ogóle, swoje zainteresowania kieruje wobec płci pięknej. Tzn tak jest wg Hyuka. Potencjalnie kształtuje się tutaj mały konflikt ‘interesów’ … I zastanawiam się, czy eks odegra w tej historii jeszcze jakąś rolę. Tytuł opowiadania też intryguje, bo może coś sugerować ...

    Reasumując - krótki komentarz, bo krótki rozdział :P A ja czekam na dalej i na więcej! Duuużo więcej *.*

    OdpowiedzUsuń