Zespół: DIR EN GREY
Pairing: KaoDie (Kaoru x Die)
Rating: +13
W ciemnym
pokoju stała zapalona mała lampka. Dawała niewiele światła. Tylko tyle, by
można było dostrzec stojącą na stoliku, misternie zdobioną, ramkę ze zdjęciem.
Z fotografią, w tym momencie na tyle ważną, że zmieniła swoje dotychczasowe
miejsce położenia. Dotąd obecna zawsze na małej szafce w sypialni, teraz będąca
w zasięgu zarówno wzroku jak i rąk siedzącego w fotelu mężczyzny. Pomimo, że palcami
delikatnie dotykał on liściastego ornamentu otaczającego szkło, nie sięgnął po
nią, a po szklankę wypełnioną bursztynową cieczą, lśniącą złotem w tym
delikatnym świetle.
Przez dłuższy czas można było słyszeć tylko regularny stuk ciężkiego szkła o drewno, w powietrzu zaś wyczuwalny był nikły zapach alkoholu z dość silnym akcentem dymu papierosowego. Chwilę później dołączył cichy dźwięk gitary. Struny trącane były powoli, nieporadnie. Tak jakby grający mężczyzna nie wiedział co ma grać, albo jakby dość długo tego nie robił. Kiedy w końcu palce nieświadomie ułożyły się w pewne chwyty, dłonie zaczęły coraz szybciej przebierać struny, w ciszy pokoju zabrzmiała dobrze znana melodia. Melodia grana coraz głośniej i namiętniej, by w kulminacyjnym momencie umilknąć. Siedzący w fotelu mężczyzna, trzymając w ręku akustyka spojrzał na zdjęcie, a potem na swoją lewą rękę. Opuszkami palców dotknął ledwo widocznej blizny biegnącej przez wnętrze dłoni. Wciąż go bolała. Choć fizycznie zagojona dawno temu, mentalnie była świeżą, jątrzącą się raną. Bo przywoływała wspomnienia. Tak niepożądane, a zarazem upragnione. Dłonie stęsknione znów na nowo podjęły wędrówkę. Ponownie, tylko tym razem grana ciszej i bardziej spokojnie, zabrzmiała muzyka. Melodia znana tylko im.
Melodia
znana tylko nam.
Skomponowaliśmy
ją razem w trakcie wspólnie spędzonych kilku dni. Dni przechowywanych w mojej
pamięci jak najświętsza relikwia. Obaj potrzebowaliśmy wtedy spotkania i
rozmowy. Wyjaśnienia sytuacji. Zrozumienia tego, czego, jak wiem już teraz, nie
można było zrozumieć. Szukaliśmy odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie
było, ale o dziwo, w jakiś pokręcony sposób znaleźliśmy je. Nieważne, że były
tylko aktualne wtedy i tylko ten jeden raz. Wyrażone delikatnym dotykiem, gdy
opatrywałeś mi zranioną lewą dłoń, jednocześnie suchym tonem robiąc mi wyrzuty
, że jak nie będę uważał, to nie będę mógł grać. Powściągliwym uśmiechem
podczas oglądania koncertu, kiedy to, pomimo upływu lat, z niemalże dziecięcym
zachwytem wpatrywałem się w mojego boga gitary, dzięki któremu do dziś tworzę
muzykę. Ostrożną pieszczotą, gdy zmęczony oparłem głowę na twym ramieniu.
Szorstkim pytaniem czy jestem tego pewny, jakbyś sam nie wiedział. Palącym
bólem i zagryzioną do krwi wargą, by nie wykrzyczeć tego, czego chce, a czego
ty nie możesz mi dać. Cichym smutkiem spowodowanym świadomością, że gdyby nie
ktoś inny, gdyby nie on, to nigdy by do tego nie doszło. Dźwiękami gitary,
którymi próbowaliśmy opisać otaczającą nas wtedy ciszę, a także nas samych. I
jednym, jedynym pocałunkiem, mówiącym mi wyraźnie nigdy więcej.
Kilka
dni spędzonych dla zapomnienia. Bez zobowiązań. Z jasnymi regułami gry i
przejrzystą umową. Problem jest tylko jeden. Nikt nie dopisał w postscriptum,
że zdarzają się wyjątki. I że jesteśmy nimi właśnie my…
W
półmroku pokoju zapulsowało światełko. Dźwięki gitary umilkły. Mężczyzna
siedzący w fotelu wpatrywał się w wibrujący przez chwilę przedmiot. Nie musiał
odbierać. Wiedział kto to i wiedział też co musi teraz zrobić. Podniósł
delikatnie ramkę i wyjął z niej dwa zdjęcia. Pierwsze, do tej pory widoczne,
przełożył na miejsce poprzedniej, ukrytej. Z obecnej fotografii spoglądała na
niego twarz młodszego, krótkowłosego mężczyzny. Popatrzył na nią krótko.
Kolejne
postscriptum, którego zabrakło w umowie.
THE END
Stwierdzam, że mogę mieć różne fazy... ale jrock jak i Diru jest tylko jedno... Głęboko zakorzenione w moim umyśle ujawniające się w najbardziej nieoczekiwanych momentach... Ten własnie moment nastał po kolejnym przeczytaniu twojego ficka.
OdpowiedzUsuńPóki co mój ulubiony tekst.
OdpowiedzUsuńTym razem specjalnie czytałam w taki sposób, żeby 'widzieć szwy'. Dawno tego nie robiłam, brzuch mnie boli, ale trochę udało mi się owe szwy dojrzeć.
Zdania- piękne. Ich konstrukcja, użyte słowa tworzą razem niezwykle zgrabną całość.
Język- przejrzysty, ale zarazem nadający tajemniczości. Dopasowany do opisywanej sytuacji.
Klimat- taki jak lubię. Nuta tajemniczości, niewyjaśnione uczucie- czytelnik musi myśleć. Dla mnie bomba ^w^
Hm, wady? W pewnym miejscu, tak mniej więcej pod koniec, nie do końca wiedziałam, o co chodzi. Trochę w tym fragmencie przekombinowałaś ^^' Ale poza tym jest świetnie.
Ah, i zauważyłam, że masz skłonność do wykorzystywania 'bursztynowej cieczy' xD
To było niesamowite. Rozbiłaś mnie na części pierwsze.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo *^^*
Usuń