3 listopada 2013

I wanna love you... [2/4]

Z racji tego, że rozdział trzeci zaczyna się pisać (w tym miejscu podziękowania dla nenn za wsparcie i nieustanny doping oraz... dręczenie xD), wstawiam Wam drugą część wcześniej niż zamierzałam ;] Mam nadzieję, że ośmielicie się trochę z komentarzami, bo odsłony są, a nic nie piszecie czy Wam się podoba czy nie...
Akcja zaczyna się rozkręcać i obawiam się, że z tej czwórki zaplanowanych rozdziałów, zrobi się piątka. Podejrzewam jednak, że tylko ja nad tym faktem będę ubolewała... xD
No nic, nie marudzę więcej tylko życzę miłego czytania.
Enjoy~!






Rozdział II

Podróż karetką pamiętał jak przez mgłę. Był świadom tego, że sanitariuszka, która wcześniej się nim zajęła, upewniła się, iż rozpoznał w nieprzytomnym pacjencie swojego brata i wsiadł razem z nim do karetki, która miała ich zabrać do szpitala. Miał wrażenie, że jadą bardzo długo, a przecież nie powinno tak być. Pytał lekarza obok dlaczego tak jest, ten mu odpowiedział, że pobliskie szpitale są przepełnione, a inne nie są na tyle wyspecjalizowane, by się nimi zająć. Pokiwał mechanicznie głową, ledwo rejestrując jego słowa. Wpatrywał się suchymi oczami w twarz Donghae - zazwyczaj tak jasną i radosną, a teraz przybrudzoną smugami spalenizny. Szukał oznak, przyczyn, dla których jest nieprzytomny, ale nie widział nic co by to wyjaśniało. Ręce miał tylko lekko pokiereszowane i poparzone – usłyszał, gdy zapytał o bandaże. Widocznie próbował znaleźć wyjście, gdy zawaliła się jedna ze ścian. Poza tym, nie dostrzegli u niego żadnych poważniejszych obrażeń. Dlatego tak szybko jechali… Nie wiedzieli co mu jest… Wyciągnął rękę i złapał delikatnie za leżącą na kocu dłoń.
- Hae… obudź się. Nie możesz mnie tu tak zostawić. Zrobiłeś mi kawał, ale to wcale nie jest śmieszne, słyszysz? – mamrotał cicho do niego, tak by inni nie słyszeli. – Wróć do mnie, głupku. Nie poradzę sobie bez ciebie…

2 listopada 2013

Illuminated [0.5/?]

Przedstawiam Wam kolejne long story na moim blogu. Będzie ono inne, nietypowe nawet dla mnie. Bo, choć wielokrotnie pisałam sceny łóżkowe, to tym razem, samo ich opisywanie, by wyrazić odpowiednie emocje, nie będzie łatwe. Tym samym chcę zaznaczyć, że (w zamierzeniu) opowiadanie będzie dość... mocne. Czy mi się uda oddać wszystko to, co chciałabym przekazać, zobaczymy. Niemniej jednak, mam nadzieję, że zostaniecie tutaj i będziecie razem ze mną czekać na dalszy rozwój sytuacji ;]


Zespół: Super Junior
Pairing: EunHae (Eunhyuk x Donghae)
Rating: +18




Prolog

Time waits for no-one
So do you want to waste some time
Oh, oh, tonight?

- Tylko na tyle cię stać? – zapytał drwiącym głosem, zachrypniętym od niedawnego krzyku. Nie odpowiedział. Nie musiał. Wiedział, że to tylko marna prowokacja, a i tak…
- Zamknij się – nie zabrzmiało to tak, jak chciał. Usłyszał cichy śmiech. A więc on też wyłapał te błagalne nuty w jego głosie. Zacisnął mocno powieki, jakby powstrzymując niechciane łzy. Zamknij się… Zamknij się… Kołatało mu w głowie. Chwycił w garść jego blond włosy i uniósł lekko głowę, by mógł spojrzeć mu w twarz. W brązowe tęczówki, na co dzień rozjaśnione radosnymi ognikami, jakby ktoś rzucił na nie pieprzone zaklęcie, teraz wypełnione drwiną i satysfakcją. Po raz kolejny pojawiło się pytanie dlaczego? I po raz kolejny nie znalazł na nie żadnej odpowiedzi. Chyba, że można za nią uznać… to.
- Za mało? – spytał, gdy tylko się uspokoił. W głosie nie brzmiała już ani jedna zdradziecka nuta. Uśmiech na twarzy blondyna poszerzył się. Uśmiech pełen pewności siebie, jakby jego właściciel doskonale wiedział, że zaraz dostanie dokładnie tego czego chce. Że po raz kolejny wygrał. I nie pomylił się.

1 listopada 2013

Postscriptum

Krótkie, osobiste i, pomimo upływu czasu, wciąż przywołujące wspomnienia.


Zespół: DIR EN GREY
Pairing: KaoDie (Kaoru x Die)
Rating: +13



W ciemnym pokoju stała zapalona mała lampka. Dawała niewiele światła. Tylko tyle, by można było dostrzec stojącą na stoliku, misternie zdobioną, ramkę ze zdjęciem. Z fotografią, w tym momencie na tyle ważną, że zmieniła swoje dotychczasowe miejsce położenia. Dotąd obecna zawsze na małej szafce w sypialni, teraz będąca w zasięgu zarówno wzroku jak i rąk siedzącego w fotelu mężczyzny. Pomimo, że palcami delikatnie dotykał on liściastego ornamentu otaczającego szkło, nie sięgnął po nią, a po szklankę wypełnioną bursztynową cieczą, lśniącą złotem w tym delikatnym świetle.

Shinkirou

Fick popełniony przeze mnie dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z pisaniem czegoś dłuższego niż wiersz dla szerszej publiki. Dziś piszę dłuższe teksty, trochę inaczej, niemniej jednak, do ‘Shinkirou’ jak i kilku innych tekstów mam bardzo duży sentyment, dlatego je tu wstawiam. A nuż komuś z Was mimo wszystko się spodoba..?

Zespół: DIR EN GREY
Pairing: Die x OC
Rating: +13



Kolejna noc spędzona od miesięcy w ten sam sposób. Sławetny klub, gdzieś w Tokio. Znany tylko tym, których było na to stać. Najlepszy towar. Pod każdym względem. Alkoholu, dziwek – jakiejkolwiek płci i prochów. A także klienci. Też najlepsi. VIPy, gangsterzy, gwiazdeczki próbujące zaistnieć w show biznesie oraz inne gwiazdy, znane również od tej ciemnej strony. Jednym słowem – all exclusive. Powiodłem wzrokiem po małym tłumie. Rozpoznawałem twarze stałych bywalców oraz zauważyłem kilka nowych. Chyba komuś znudziło się powszednie życie i szuka rozrywki. Zahaczyłem spojrzeniem o młodego chłopaka. Świeżak. Widać było po sposobie , w jakim siedział i nie tylko. Sztywno wyprostowany, z koszulą zapiętą pod samą szyję, w krawacie i bez okularów… Podstawowe błędy. Uśmiechnąłem się lekko. Chyba zapowiada się ciekawy wieczór, a kto wie, może i noc.

31 października 2013

Trapped

Zespół: Super Junior
Pairing: Henry x OC
Rating: +16 



– Znów to czuję, wiesz? Ten ból, ten strach, tę… samotność.
– Ciii, już spokojnie, jestem tu, słyszysz? Jestem.
Zapach cytrusów, ciepło otaczających ramion, szorstkość bawełnianego materiału na policzku, który czuję, gdy opieram się na twym ramieniu. Tak, jesteś tu. Mimowolnie się uśmiecham.
– Dziś znów miałem ten sen – kontynuuję rozluźniając się powoli, gdy czuję twoją dłoń głaszczącą mnie po włosach.
– O naszym pierwszym spotkaniu? – cichy śmiech. Głęboki, z nutką ironii, którą potrafisz wpleść zawsze i wszędzie.
– Uhm – bezwiednie przechylam głowę, nadstawiając kark pod twoje palce. Ruch twojej ręki staje się bardziej leniwy, powolny, drażniący… Przechodzi mnie nikły dreszcz, który bez problemu wyczuwasz, ale na niego nie reagujesz.

30 października 2013

A beautiful li(f)e

AkaNishikido. Mało popularny pairing w j-popie, lecz przeze mnie chyba najbardziej ukochany. Zaraz po nim w moim prywatnym rankingu jest Akame i RyOkura.
Jeśli ktoś nigdy nie myślał o takim połączeniu, niech się nie zraża, a spróbuje z nim zapoznać. Na moim blogu sporo będzie ff z tą parą, m.in. jedno long story, które jest naprawdę dłuuugie, więc... ;]
Zapraszam~!


Pairing: AkaNishikido (Akanishi Jin - ex-KAT-TUN x Nishikido Ryo - Kanjani8, ex-NEWS)
Rating: +16


Pomimo upływu czasu, z dedykacją dla mojego osobistego Jina, bez którego ten tekst, jak i wiele innych, nigdy by nie powstał...


 - W takim razie, do zobaczenia pojutrze – Nishikido krótkim machnięciem ręki pożegnał bawiący się zespół i chwytając w przelocie kurtkę ruszył do drzwi prowadzących do tylnego wyjścia z budynku. Świętowali właśnie zakończenie trasy – ostatni koncert, który zagrali w Tokyo Dome. Jako, że Ryo wyjątkowo nie miał ochoty na picie wyszedł wcześniej wymawiając się zmęczeniem. Reszta zespołu przyjęła to ze zmrużeniem oka, wiedząc, że lepiej z Dokkunem nie zadzierać, zwłaszcza, gdy jest w tym swoim specyficznym nastroju. Jak dziś. Sam Ryo nie wiedział skąd ten jego przypływ melancholii i wyjątkowej aspołeczności. Miał jednak chęć na szklaneczkę czegoś mocniejszego we własnych czterech ścianach, co było o tyle wygodne, bo nikogo nie angażowało do wysłuchiwania jego filozofii, gdy wypije zbyt dużo, ani do holowania go do jego mieszkania. Tak rozmyślając otworzył ciężkie metalowe drzwi jedną ręką, drugą poprawiając futrzany kołnierz swojej kurtki, gdy nagle stanął jak wryty. Przed budynkiem, na wprost niego, stał mężczyzna. Ubrany w jeansy, ciemną bluzę z kapturem, kurtkę dobraną pod kolor spodni opierał się o maskę dużego samochodu stojącego za nim. Spoglądał w stronę Nishikido, choć oczy miał ukryte za okularami, pomimo późnej pory wieczornej. Widząc stojącego nieruchomo Ryo ściągnął z głowy kaptur ukazując tym samym krótkie ciemne włosy. W świetle pobliskiej latarni zabłysł zegarek na ręce nieznajomego. Zegarek, który gitarzysta bardzo dobrze znał. Podobnie jak tę sylwetkę, czarne loki okalające twarz, pełne wargi układające się miękko w delikatnym uśmiechu. Nieznajomy nie musiał ściągać okularów, by wiedział, że kryją się za nimi brązowe tęczówki o najbardziej czekoladowym odcieniu, jakie kiedykolwiek widział.

Chou

Przed przeczytaniem tego ff, gorąco zachęcam do obejrzenia tego oto klipu. Znajomość jego treści znacznie ułatwi odbiór opowiadania ;]


Pairing: yasu (Acid Black Cherry) x Akihide (Breakerz)
Rating: +16



Z podziękowaniami dla Jeanne, za wpędzenie mnie w fazę, która zaowocowała tym właśnie fickiem.
Jednak nie łudź się, i tak Cię kiedyś ukatrupię.
A także dla Szingi, mojego Anioła Stróża w kwestii betowania :*


Niski mężczyzna o czarnych niczym skrzydła kruka włosach odłożył akustyka na stojak i przetarł ręką spocone lekko czoło. Była sobota, a on od wczesnych godzin porannych musiał siedzieć w studio. Nie, żeby tego nie lubił, wręcz przeciwnie, gra na gitarze była sensem jego życia; po prostu uważał, że przydałoby mu się trochę wolnego. Choćby po to, by dłużej sobie pospać, tym bardziej, że w nocy wolał pracować, czy to pisząc nową muzykę, czy to wiersze.
Zapisał ostatnie nuty w komputerze, po czym zamknął wieko laptopa. Nic więcej dziś nie wymyśli. Postanowił więc wrócić do domu, wziąć chłodny prysznic i ze szklaneczką brandy porozkoszować się błogą ciszą i widokiem za oknem. Niestety, ledwie wstał ze skórzanego fotela, gdy do sali wpadł – i to dosłownie – wokalista jego zespołu.
– Dobrze, że cię jeszcze złapałem – wysapał, wyraźnie zdyszany.
– Stało się coś? – zmarszczył lekko brwi. Daigo nie był typem osoby, która biega bez wyraźnego powodu. Za bardzo dbał o swój wizerunek, by pokazywać się bez tchu i z rozwianymi włosami.
– Tak jakby. Okazało się, że jakiś zespół odwołał sesję zdjęciową, a w związku z tym, że nasz termin jest dość daleki w czasie, nasz manager postanowił nas tam wcisnąć. – Wokalista uśmiechnął się krzywo, jakby obawiając się reakcji gitarzysty.
– Czyli nici ze spokojnego popołudnia, tak? – mruknął. – No dobrze, jak obowiązek, to obowiązek. – Uśmiechnął się lekko do zaskoczonego szatyna, zgarnął z wieszaka kurtkę i podążył za Daigo do samochodu, gdzie czekał na nich Shinpei oraz reszta ekipy.

I wanna love you... [1/4]

Pierwsze long story na moim blogu. Jest ono dość krótkie, bo mam zaplanowane 4, maksymalnie 5 rozdziałów, niemniej jednak, same w sobie są dość rozbudowane.
Zapraszam do komentowania. Dzięki temu szybciej wrzucę kolejne części ;]

Zespół: Super Junior
Pairing: EunHae (Eunhyuk x Donghae)
Rating: +16 (w późniejszych rozdziałach)






Rozdział I

Był to upalny piątek pewnego majowego miesiąca. Z niezbyt wysokich szklanych budynków stojących obok siebie, równo o godzinie 20:00, wysypał się rój ludzi. Na pierwszy rzut oka przeważała młodzież, jednak nie można było jednoznacznie stwierdzić czy była ona dominującą grupą. Wiele osób zatrzymywało się po drodze zapisując coś jeszcze w zeszytach, inni rozmawiali ze znajomymi z innych budynków. Jedyną osobą, która wyraźnie nie miała ochoty na bliższe spoufalanie, albo też po prostu się spieszyła, był młody, na oko 20-letni chłopak. W dopasowanych spodniach, mocno wyciętej bokserce i blond włosach, dość mocno wyróżniał się z tłumu czarnowłosych i dość monotonnie ubranych ludzi. Lee Hyukjae, bo to o nim mowa, wsiadł do stojącego srebrnego Audi na parkingu, i nie zaszczycając Narodowego Uniwersytetu Seulskiego, z którego właśnie wyszedł, ani jednym spojrzeniem, odjechał z piskiem opon.

Internet War

Zespół: SHINee
Pairing: JongTae (Jonghyun x Taemin)
Rating: +16 







Z dedykacją dla Alex, która jako jedyna rozumie moją obsesję.
W każdej postaci i powiązaniu.


Od samego początku, gdy tylko padła propozycja wykonania coveru tego właśnie utworu, wiedziałem, że to zły pomysł. Bardzo zły. Zwłaszcza, że miałem go wykonać ja. Razem z nim. To nie mogło się skończyć dobrze. Jednak, jak mogłem protestować widząc jego radość i entuzjazm? Te emocje zawsze powodowały, że zachowywał się jeszcze bardziej dziecinnie i niedojrzale niż zwykle, a w oczach pojawiały się ogniki szczęścia jak u dziecka, które dostało wymarzoną zabawkę. Nie mogłem odmówić. Nie jemu. Ani mojej egoistycznej podświadomości, która szeptała mi usłużnie, że oto nadarza się świetna okazja, którą muszę wykorzystać. Okazja, która nigdy więcej może się nie nadarzyć.