8 lutego 2014

Miss you...

Walentynki dopiero za tydzień, lecz mój mały 'prezent' daję Wam już teraz. Dlaczego nazywam go prezentem? Ponieważ nastąpiło święto i napisałam fluffa! Sama w to nie wierzę, bo nie czuję się mocna w tego rodzaju tekstach, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba ^^
Jeśli ktoś śledzi choć trochę sytuację między EunHae, to z łatwością wychwyci do czego się odnoszę w tym ff. Jednakże nie jest to wymagane ;]

Zapraszam Was do czytania i życzę duuużo miłości~!

Zespół: Super Junior
Pairing: EunHae (Eunhyuk x Donghae)
Rating: +13




Donghae rozglądał się wokół uśmiechając się do stojących niedaleko fanek i od czasu do czasu machając do nich. W głębi ducha wzdychał cicho, bo mimo, że kochał aktorstwo i cieszył się na możliwość zagrania, nawet w tak krótkim filmie, to nie opuszczało go uczucie osamotnienia, które towarzyszyło mu od kilku dni. A może nawet tygodni? Tęsknił. Tęsknił za chłopakami, tęsknił… za nim. Choć zdjęcia kręcili w Seulu, co nie wiązało się z żadnym wyjazdem i nocowaniem w hotelach, nie spotykał reszty zespołu zbyt często. Brak oficjalnego comebacku nie oznaczał mniej pracy, zawsze było coś, czym każdy z nich się zajmował. A to musicale, prowadzenie radia, jakieś fanmeetingi, comebacki podgrup… Mieli teraz w większości osobne grafiki, co doprowadzało do tego, że pomimo wspólnego mieszkania, czasem mijał tydzień zanim spotkali się wszyscy razem, by przez chwilę pogadać. A Donghae nie lubił takich sytuacji, nie lubił samotności. Nie lubił separacji i mijania się. Bo prędzej czy później doprowadzało do jakiegoś poczucia wyobcowania i dziwnych zachowań. Choćby jak w przypadku Hyukjae. Nie pamiętał kiedy z nim rozmawiał dłużej niż przez kilka minut. Fakt, obaj nie mieli czasu. On kręcił, Hyuk z kolei dopieszczał przygotowania do trasy i wypadał z Shinim do SM, gdzie znikał praktycznie na całe dnie. A wieczorami wychodził na musicale czy filmy z Ryeowook’iem. Hae nie wiedział skąd to nagłe zainteresowanie Lee tą formą odpoczynku, ale zdecydowanie mu się to nie podobało. Muszą porozmawiać. I to najszybciej jak się da.

3 listopada 2013

I wanna love you... [2/4]

Z racji tego, że rozdział trzeci zaczyna się pisać (w tym miejscu podziękowania dla nenn za wsparcie i nieustanny doping oraz... dręczenie xD), wstawiam Wam drugą część wcześniej niż zamierzałam ;] Mam nadzieję, że ośmielicie się trochę z komentarzami, bo odsłony są, a nic nie piszecie czy Wam się podoba czy nie...
Akcja zaczyna się rozkręcać i obawiam się, że z tej czwórki zaplanowanych rozdziałów, zrobi się piątka. Podejrzewam jednak, że tylko ja nad tym faktem będę ubolewała... xD
No nic, nie marudzę więcej tylko życzę miłego czytania.
Enjoy~!






Rozdział II

Podróż karetką pamiętał jak przez mgłę. Był świadom tego, że sanitariuszka, która wcześniej się nim zajęła, upewniła się, iż rozpoznał w nieprzytomnym pacjencie swojego brata i wsiadł razem z nim do karetki, która miała ich zabrać do szpitala. Miał wrażenie, że jadą bardzo długo, a przecież nie powinno tak być. Pytał lekarza obok dlaczego tak jest, ten mu odpowiedział, że pobliskie szpitale są przepełnione, a inne nie są na tyle wyspecjalizowane, by się nimi zająć. Pokiwał mechanicznie głową, ledwo rejestrując jego słowa. Wpatrywał się suchymi oczami w twarz Donghae - zazwyczaj tak jasną i radosną, a teraz przybrudzoną smugami spalenizny. Szukał oznak, przyczyn, dla których jest nieprzytomny, ale nie widział nic co by to wyjaśniało. Ręce miał tylko lekko pokiereszowane i poparzone – usłyszał, gdy zapytał o bandaże. Widocznie próbował znaleźć wyjście, gdy zawaliła się jedna ze ścian. Poza tym, nie dostrzegli u niego żadnych poważniejszych obrażeń. Dlatego tak szybko jechali… Nie wiedzieli co mu jest… Wyciągnął rękę i złapał delikatnie za leżącą na kocu dłoń.
- Hae… obudź się. Nie możesz mnie tu tak zostawić. Zrobiłeś mi kawał, ale to wcale nie jest śmieszne, słyszysz? – mamrotał cicho do niego, tak by inni nie słyszeli. – Wróć do mnie, głupku. Nie poradzę sobie bez ciebie…

2 listopada 2013

Illuminated [0.5/?]

Przedstawiam Wam kolejne long story na moim blogu. Będzie ono inne, nietypowe nawet dla mnie. Bo, choć wielokrotnie pisałam sceny łóżkowe, to tym razem, samo ich opisywanie, by wyrazić odpowiednie emocje, nie będzie łatwe. Tym samym chcę zaznaczyć, że (w zamierzeniu) opowiadanie będzie dość... mocne. Czy mi się uda oddać wszystko to, co chciałabym przekazać, zobaczymy. Niemniej jednak, mam nadzieję, że zostaniecie tutaj i będziecie razem ze mną czekać na dalszy rozwój sytuacji ;]


Zespół: Super Junior
Pairing: EunHae (Eunhyuk x Donghae)
Rating: +18




Prolog

Time waits for no-one
So do you want to waste some time
Oh, oh, tonight?

- Tylko na tyle cię stać? – zapytał drwiącym głosem, zachrypniętym od niedawnego krzyku. Nie odpowiedział. Nie musiał. Wiedział, że to tylko marna prowokacja, a i tak…
- Zamknij się – nie zabrzmiało to tak, jak chciał. Usłyszał cichy śmiech. A więc on też wyłapał te błagalne nuty w jego głosie. Zacisnął mocno powieki, jakby powstrzymując niechciane łzy. Zamknij się… Zamknij się… Kołatało mu w głowie. Chwycił w garść jego blond włosy i uniósł lekko głowę, by mógł spojrzeć mu w twarz. W brązowe tęczówki, na co dzień rozjaśnione radosnymi ognikami, jakby ktoś rzucił na nie pieprzone zaklęcie, teraz wypełnione drwiną i satysfakcją. Po raz kolejny pojawiło się pytanie dlaczego? I po raz kolejny nie znalazł na nie żadnej odpowiedzi. Chyba, że można za nią uznać… to.
- Za mało? – spytał, gdy tylko się uspokoił. W głosie nie brzmiała już ani jedna zdradziecka nuta. Uśmiech na twarzy blondyna poszerzył się. Uśmiech pełen pewności siebie, jakby jego właściciel doskonale wiedział, że zaraz dostanie dokładnie tego czego chce. Że po raz kolejny wygrał. I nie pomylił się.

1 listopada 2013

Postscriptum

Krótkie, osobiste i, pomimo upływu czasu, wciąż przywołujące wspomnienia.


Zespół: DIR EN GREY
Pairing: KaoDie (Kaoru x Die)
Rating: +13



W ciemnym pokoju stała zapalona mała lampka. Dawała niewiele światła. Tylko tyle, by można było dostrzec stojącą na stoliku, misternie zdobioną, ramkę ze zdjęciem. Z fotografią, w tym momencie na tyle ważną, że zmieniła swoje dotychczasowe miejsce położenia. Dotąd obecna zawsze na małej szafce w sypialni, teraz będąca w zasięgu zarówno wzroku jak i rąk siedzącego w fotelu mężczyzny. Pomimo, że palcami delikatnie dotykał on liściastego ornamentu otaczającego szkło, nie sięgnął po nią, a po szklankę wypełnioną bursztynową cieczą, lśniącą złotem w tym delikatnym świetle.

Shinkirou

Fick popełniony przeze mnie dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z pisaniem czegoś dłuższego niż wiersz dla szerszej publiki. Dziś piszę dłuższe teksty, trochę inaczej, niemniej jednak, do ‘Shinkirou’ jak i kilku innych tekstów mam bardzo duży sentyment, dlatego je tu wstawiam. A nuż komuś z Was mimo wszystko się spodoba..?

Zespół: DIR EN GREY
Pairing: Die x OC
Rating: +13



Kolejna noc spędzona od miesięcy w ten sam sposób. Sławetny klub, gdzieś w Tokio. Znany tylko tym, których było na to stać. Najlepszy towar. Pod każdym względem. Alkoholu, dziwek – jakiejkolwiek płci i prochów. A także klienci. Też najlepsi. VIPy, gangsterzy, gwiazdeczki próbujące zaistnieć w show biznesie oraz inne gwiazdy, znane również od tej ciemnej strony. Jednym słowem – all exclusive. Powiodłem wzrokiem po małym tłumie. Rozpoznawałem twarze stałych bywalców oraz zauważyłem kilka nowych. Chyba komuś znudziło się powszednie życie i szuka rozrywki. Zahaczyłem spojrzeniem o młodego chłopaka. Świeżak. Widać było po sposobie , w jakim siedział i nie tylko. Sztywno wyprostowany, z koszulą zapiętą pod samą szyję, w krawacie i bez okularów… Podstawowe błędy. Uśmiechnąłem się lekko. Chyba zapowiada się ciekawy wieczór, a kto wie, może i noc.

31 października 2013

Trapped

Zespół: Super Junior
Pairing: Henry x OC
Rating: +16 



– Znów to czuję, wiesz? Ten ból, ten strach, tę… samotność.
– Ciii, już spokojnie, jestem tu, słyszysz? Jestem.
Zapach cytrusów, ciepło otaczających ramion, szorstkość bawełnianego materiału na policzku, który czuję, gdy opieram się na twym ramieniu. Tak, jesteś tu. Mimowolnie się uśmiecham.
– Dziś znów miałem ten sen – kontynuuję rozluźniając się powoli, gdy czuję twoją dłoń głaszczącą mnie po włosach.
– O naszym pierwszym spotkaniu? – cichy śmiech. Głęboki, z nutką ironii, którą potrafisz wpleść zawsze i wszędzie.
– Uhm – bezwiednie przechylam głowę, nadstawiając kark pod twoje palce. Ruch twojej ręki staje się bardziej leniwy, powolny, drażniący… Przechodzi mnie nikły dreszcz, który bez problemu wyczuwasz, ale na niego nie reagujesz.

30 października 2013

A beautiful li(f)e

AkaNishikido. Mało popularny pairing w j-popie, lecz przeze mnie chyba najbardziej ukochany. Zaraz po nim w moim prywatnym rankingu jest Akame i RyOkura.
Jeśli ktoś nigdy nie myślał o takim połączeniu, niech się nie zraża, a spróbuje z nim zapoznać. Na moim blogu sporo będzie ff z tą parą, m.in. jedno long story, które jest naprawdę dłuuugie, więc... ;]
Zapraszam~!


Pairing: AkaNishikido (Akanishi Jin - ex-KAT-TUN x Nishikido Ryo - Kanjani8, ex-NEWS)
Rating: +16


Pomimo upływu czasu, z dedykacją dla mojego osobistego Jina, bez którego ten tekst, jak i wiele innych, nigdy by nie powstał...


 - W takim razie, do zobaczenia pojutrze – Nishikido krótkim machnięciem ręki pożegnał bawiący się zespół i chwytając w przelocie kurtkę ruszył do drzwi prowadzących do tylnego wyjścia z budynku. Świętowali właśnie zakończenie trasy – ostatni koncert, który zagrali w Tokyo Dome. Jako, że Ryo wyjątkowo nie miał ochoty na picie wyszedł wcześniej wymawiając się zmęczeniem. Reszta zespołu przyjęła to ze zmrużeniem oka, wiedząc, że lepiej z Dokkunem nie zadzierać, zwłaszcza, gdy jest w tym swoim specyficznym nastroju. Jak dziś. Sam Ryo nie wiedział skąd ten jego przypływ melancholii i wyjątkowej aspołeczności. Miał jednak chęć na szklaneczkę czegoś mocniejszego we własnych czterech ścianach, co było o tyle wygodne, bo nikogo nie angażowało do wysłuchiwania jego filozofii, gdy wypije zbyt dużo, ani do holowania go do jego mieszkania. Tak rozmyślając otworzył ciężkie metalowe drzwi jedną ręką, drugą poprawiając futrzany kołnierz swojej kurtki, gdy nagle stanął jak wryty. Przed budynkiem, na wprost niego, stał mężczyzna. Ubrany w jeansy, ciemną bluzę z kapturem, kurtkę dobraną pod kolor spodni opierał się o maskę dużego samochodu stojącego za nim. Spoglądał w stronę Nishikido, choć oczy miał ukryte za okularami, pomimo późnej pory wieczornej. Widząc stojącego nieruchomo Ryo ściągnął z głowy kaptur ukazując tym samym krótkie ciemne włosy. W świetle pobliskiej latarni zabłysł zegarek na ręce nieznajomego. Zegarek, który gitarzysta bardzo dobrze znał. Podobnie jak tę sylwetkę, czarne loki okalające twarz, pełne wargi układające się miękko w delikatnym uśmiechu. Nieznajomy nie musiał ściągać okularów, by wiedział, że kryją się za nimi brązowe tęczówki o najbardziej czekoladowym odcieniu, jakie kiedykolwiek widział.