Przed przeczytaniem tego ff, gorąco zachęcam do obejrzenia tego oto klipu. Znajomość jego treści znacznie ułatwi odbiór opowiadania ;]
Pairing: yasu (Acid Black Cherry) x Akihide (Breakerz)
Rating: +16
Z podziękowaniami dla Jeanne, za wpędzenie mnie w fazę, która zaowocowała tym właśnie fickiem.
Jednak nie łudź się, i tak Cię kiedyś ukatrupię.
A także dla Szingi, mojego Anioła Stróża w kwestii betowania :*
Niski mężczyzna o czarnych niczym skrzydła kruka włosach odłożył akustyka na stojak i przetarł ręką spocone lekko czoło. Była sobota, a on od wczesnych godzin porannych musiał siedzieć w studio. Nie, żeby tego nie lubił, wręcz przeciwnie, gra na gitarze była sensem jego życia; po prostu uważał, że przydałoby mu się trochę wolnego. Choćby po to, by dłużej sobie pospać, tym bardziej, że w nocy wolał pracować, czy to pisząc nową muzykę, czy to wiersze.
Zapisał ostatnie nuty w komputerze, po czym zamknął wieko laptopa. Nic więcej dziś nie wymyśli. Postanowił więc wrócić do domu, wziąć chłodny prysznic i ze szklaneczką brandy porozkoszować się błogą ciszą i widokiem za oknem. Niestety, ledwie wstał ze skórzanego fotela, gdy do sali wpadł – i to dosłownie – wokalista jego zespołu.
– Dobrze, że cię jeszcze złapałem – wysapał, wyraźnie zdyszany.
– Stało się coś? – zmarszczył lekko brwi. Daigo nie był typem osoby, która biega bez wyraźnego powodu. Za bardzo dbał o swój wizerunek, by pokazywać się bez tchu i z rozwianymi włosami.
– Tak jakby. Okazało się, że jakiś zespół odwołał sesję zdjęciową, a w związku z tym, że nasz termin jest dość daleki w czasie, nasz manager postanowił nas tam wcisnąć. – Wokalista uśmiechnął się krzywo, jakby obawiając się reakcji gitarzysty.
– Czyli nici ze spokojnego popołudnia, tak? – mruknął. – No dobrze, jak obowiązek, to obowiązek. – Uśmiechnął się lekko do zaskoczonego szatyna, zgarnął z wieszaka kurtkę i podążył za Daigo do samochodu, gdzie czekał na nich Shinpei oraz reszta ekipy.