Zespół: SHINee
Pairing: JongTae (Jonghyun x Taemin)
Rating: +16
Z dedykacją
dla Alex, która jako jedyna rozumie moją obsesję.
W każdej
postaci i powiązaniu.
Od
samego początku, gdy tylko padła propozycja wykonania coveru tego właśnie
utworu, wiedziałem, że to zły pomysł. Bardzo zły. Zwłaszcza, że miałem go
wykonać ja. Razem z nim. To nie mogło się skończyć dobrze. Jednak, jak mogłem
protestować widząc jego radość i entuzjazm? Te emocje zawsze powodowały, że
zachowywał się jeszcze bardziej dziecinnie i niedojrzale niż zwykle, a w oczach
pojawiały się ogniki szczęścia jak u dziecka, które dostało wymarzoną zabawkę.
Nie mogłem odmówić. Nie jemu. Ani mojej egoistycznej podświadomości, która
szeptała mi usłużnie, że oto nadarza się świetna okazja, którą muszę
wykorzystać. Okazja, która nigdy więcej może się nie nadarzyć.
- Taemin! Więcej ekspresji! Doskonale wiesz o czym jest ten tekst. Znasz problematykę utworu, prawda? – Zawołany tancerz kiwnął głową twierdząco patrząc na mówiącego choreografa. Po chwili zwrócił wzrok na wycierającego twarz Jonghyuna, który wykorzystywał chwilę przerwy na otarcie potu i napicie się wody. Trwała próba do trasy, która miała się rozpocząć już niebawem. Dziś, podobnie jak kilka dni wcześniej, ćwiczyli solówki oraz wszelkie duety. Maknae pomimo miłości do tańca, miał go aktualnie zdecydowanie dość. Piosenka sama w sobie nie była trudna do opanowania, gorzej było z choreografią. Co prawda nie było tu żadnych synchronizacji, co zazwyczaj Taemin wykorzystywał do pokazania samego siebie. Tym razem miał z tym spory problem, bo musiał dopasować się do wizji kolegi z zespołu oraz przesłania jaki niósł utwór. Uniósł kciuk do góry dając do zrozumienia, że postara się zmienić co trzeba. Choreograf kiwając głową ruszył do komputera, by puścić po raz kolejny tego wieczoru Internet War. Lee ustawił się na miejsce kątem oka łowiąc kpiący uśmiech na twarzy Blinga. Bardzo dobrze wiedział co on oznacza. Miał wrażenie jakby słyszał jego głos mówiący „Tchórzysz? Czyżbyś się czegoś bał… dzieciaku?”. „Niedoczekanie twoje” pomyślał i zamknął oczy wsłuchując się w pierwsze nuty muzyki. Gdy po chwili uniósł powieki, w jego tęczówkach płonęło zdecydowanie i pewność siebie. Jonghyun widząc ten wzrok zadrżał niekontrolowanie.
Prowokowanie
go nie było dobrym posunięciem. Cholera, ta cała sytuacja była pochrzaniona
równo. Patrzeć na niego śpiewając te właśnie słowa, czując jego ciało tak
blisko mojego, jego oddech na mojej skórze, dotyk we włosach. Nigdy nie
myślałem, że niewinne niewerbalne zwrócenie mu uwagi, że zachowuje się trochę
jak jakiś niedojrzały szczeniak, odniesie takie efekty. Byłem tym przerażony, a
jednocześnie… czekałem na więcej. Złapany w sidła między swoją niepewnością, a
ciekawością dokąd nas to dalej zaprowadzi, niemal zaszlochałem z ulgi, gdy
nastąpił koniec próby.
Na
głos choreografa mówiącego, że na dziś już koniec, Taemin nie czekając na
nikogo szybko zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Potrzebował chwili oddechu, a
przede wszystkim samotności. Zwłaszcza od przyjaciela. A biorąc pod uwagę, że
mieszkali razem w jednym pokoju, musiał tę chwilę dla siebie przedłużyć jak
najdłużej się dało. Czuł się zawstydzony i przerażony swoim zachowaniem.
Reakcją ciała, która była jakby następstwem myśli pojawiających się w nie wiadomo
którym momencie.
Gdy
zaproponowano im wykonanie tego utworu na kolejnej krajowej trasie, był
zachwycony. Uwielbiał tę piosenkę. Czuł się zaszczycony, że będzie mógł ją
wykonać. Tym bardziej, że pasjami słuchał cięższej muzyki, która niestety, nie
była tak popularna ani doceniana jak na to zasługiwała. Zaskoczył go wtedy
sceptycyzm Blinga. Wszak, to on pierwszy rwał się do niecodziennych pomysłów.
Teraz, po tej próbie, w której zagrali tak jak powinni, czuł, że Jonghyun nie
powiedział wszystkiego, gdy nieśmiało oponował przeciwko tej propozycji.
Ostatecznie skapitulował, Lee nie był jednak pewny czy wokalista zrobił dobrze
nie nalegając. Zamyślony maknae wszedł do pustego pokoju. Rzucił sportową torbę
na kanapę, a sam wyjął z lodówki zimną wodę. Napił się kilka łyków i przyłożył
oszronione szkło do wciąż rozpalonych policzków. Myślami cofał się do minionej
godziny.
Uchylił powieki, gdy usłyszał pierwsze nuty
melodii. Ruszając się w swoim rytmie spoglądał na Jonghyuna śpiewającego swoją
partię. Chyba wyczuł jego wzrok, bo popatrzył mu prosto w oczy. Taemin
odruchowo zaczął śpiewać odpowiednie wersy ruszając ciałem i synchronizując się
z bitem. W miarę upływu czasu zbliżał się coraz bliżej do partnera. Czuł ciepło
jego ciała. I'll protect you. Widział
krople potu spływające po twarzy i znikające w dekolcie koszulki odsłaniającej
obojczyki. I'll rip up your heart.
Nacisk mięśni na jego własne. Szybkie bicie serca wyczuwalne mimo otaczających
ich dźwięków. I'll wipe away your tears.
Dotyk ręki na policzku usuwającej słone krople z jego skóry. Palce wplątane we
włosy na karku. I'll completely change you. Oczy wpatrzone prosto w jego czekoladowe tęczówki. Urzekające,
przyciągające i wciąż powtarzające to jedno zdanie. Trust me! Tętno bijące jak oszalałe, usta tak blisko
jego własnych. Napięcie wywołujące iskry. Zgodny ruch bioder i zamknięcie oczu,
gdy podniecenie było zbyt silne…
Taemin
na dźwięk otwieranych drzwi otrząsnął się ze wspomnień. Oddychał szybko, czując
jak ciało boleśnie reagujące na napływające mentalnie obrazy, napina się
bezwiednie. W wejściu do pokoju stał Jonghyun. W zastygłej ciszy rozległ się
głośny trzask tłukącego się szkła. Lee patrzył na szczątki butelki leżącej u
jego stóp, jakby nie wiedział jak to w ogóle się stało. Mechanicznie kucnął z
zamiarem pozbierania okruchów, nie reagując na głos Blinga, by tego nie
dotykał, bo zrobi sobie krzywdę. Jak na zawołanie kremowy deseń maty
przykrywającej podłogę, zabarwił się na czerwono malując narysowane kwiaty na
podobieństwo maków.
Wiedziałem,
że coś się stało. Nasz maknae nie był typem osoby, która ucieka, gdy pojawiają
się problemy. Jeśli nie umie sobie z nimi poradzić, oczekuje pomocy lub stara
się sam je rozwiązać, by po pewnym czasie skapitulować. Uważałem to za jedną z
jego uroczych cech. Dzisiejsze
zachowanie świadczyło, że boryka się z czymś, o czym nie chce nikomu powiedzieć.
Zwłaszcza mi. A to oznaczało, że…
-
Pokaż mi swoją rękę – Jonghyun nie czekając na reakcję, chwycił dłoń Taemina i
przypatrywał się skaleczeniu na palcu. Na szczęście nie było zbyt rozległe,
jednak wciąż krwawiło. W myśl zasady, że jak pocałujesz to przestaje boleć,
włożył palec do swoich ust. Ssąc go delikatnie przypatrywał się twarzy Lee.
Czekoladowe oczy wyrażały lekki szok, nadzieję, zaskoczenie, obawę i wreszcie…
Nie, to nie mogła być prawda. Widząc przybliżające się coraz bliżej niego
czerwone usta, których smak miał okazję niemal już poznać, postawił wszystko na
jedną kartę. Ujmując zranioną dłoń w swoją własną, drugą wplątał w lekko
wilgotne kosmyki na karku i zrobił to, na co miał ochotę od dawna.
Gdy
poczuł wargi obejmujące jego własne w delikatnej pieszczocie, wszelkie emocje,
które buzowały w nim od miesięcy, a których apogeum nastąpiło na dzisiejszej
próbie, wyrwały się na wolność. Odpowiadając na pocałunek wsunął zdrową rękę we
włosy Jonghyuna przyciągając go jeszcze bliżej siebie, domagając się bliskości
i ciepła jego ciała. Wzajemne pieszczoty i poznawanie twarzy przerwał cichy
dźwięk chrupiącego szkła zlewającego się z głośniejszym jękiem bólu Taemina.
Kim odsunął się od niego, by przekonać się, że maknae przez nieuwagę wdepnął
kolanem w rozkruszone szkło.
-
Z tobą gorzej jak z dzieckiem – uśmiechnął się do niego ciepło. Po chwili na
twarzy pojawiły się trudne do rozszyfrowania emocje. – Chodź, trzeba się tym
zająć, bo inaczej będę musiał cię całego owinąć w bandaże.
Lee
zaśmiał się cicho w odpowiedzi. – Jeśli ty miałbyś być wtedy moim opiekunem, to
może warto?
-
Idź pod prysznic, ja tu posprzątam. – Głos Blinga zabrzmiał niespodziewanie
twardo i chłodno.
-
Jjongie, ja… - Taemin patrzył na przyjaciela niepewnie. Nie wiedział jak
zareagować na to wszystko.
Jonghyun
zrugał się mentalnie za swoje zachowanie. Przecież to nie wina maknae, że ma
mętlik w głowie. Nie musi się na nim wyżywać. – Wszystko w porządku Taeminnie.
Idź pod prysznic, ja tu posprzątam, a potem porozmawiamy, dobrze? – głos Dino
zabrzmiał miękko, gdy wypowiadał czułe zdrobnienie jego imienia. Lee zarumienił
się lekko i ruszył do łazienki.
Ciepła
woda rozluźniała zesztywniałe mięśnie po ciężkim treningu i pomagała się
uspokoić. Mimo, że uśmierzała dolegliwości fizyczne, nie mogła nic zaradzić
szalejącej burzy w jego głowie. Co on wyprawiał? Najpierw te myśli pojawiające się
w ciągu ostatnich miesięcy, które starał się dusić w zarodku, potem ta
piosenka, dzisiejsza próba, a teraz to… Nie panował nad wydarzeniami, nad swoim
zachowaniem i jak tak dalej pójdzie, to nie jest pewien czy będzie mógł to
zatrzymać. Prawdę powiedziawszy, nie wiedział nawet czy tego chce.
Słysząc
szum prysznica w łazience, stałem i wpatrywałem się w to nieszczęsne szkło.
Tworzywo, które powinienem zebrać i razem z płytą Internet War oprawić w ramkę na pamiątkę dzisiejszego dnia.
Dotknąłem warg, na których wciąż czułem smak ust Taemina. Smakował tak jak się
spodziewałem. Słodko ale nie mdło, z odrobiną cytrusów, które jakby były na
stałe przypisane do jego osoby. Metaliczny posmak krwi dodawał pikanterii,
która idealnie pasowała do reakcji Lee na pieszczoty. Uległy tylko na początku,
później wykazywał inicjatywę i stawiał wymagania. „Cicha woda, co, Taeminnie?”
uśmiechnąłem się lekko, drapieżnie. Kocham wyzwania, a to będzie największym i
najważniejszym w moim życiu.
Długi
prysznic, chwila samotności, znajoma przestrzeń umalowanej na oliwkowy kolor
sypialni koiła skołatane nerwy. Szum wody, świadczący o tym, że to tym razem
Jonghyun bierze kąpiel, skierował myśli Taemina ku bardziej ciekawym tematom.
Maknae jęknął cicho, sfrustrowany i pomimo gorąca panującego w pokoju, przykrył
się całkowicie pościelą. Spod bawełnianej poszewki widać było tylko roztrzepane
kosmyki ciemnych włosów. Kontemplację zacisza zbudowanego z przykrycia przerwał
delikatny dotyk na jego głowie. Smukłe palce przeczesywały spokojnie kosmyki
włosów, dając poczucie bezpieczeństwa i budząc jednocześnie doskonale znane
napięcie.
-
Wszystko w porządku? – usłyszał cichy głos. Uchylił kołdrę, by jego oczom mógł
ukazać się widok siedzącego na łóżku Jonghyuna. Widać było, że wyszedł dopiero
co z łazienki. Na nagim torsie widniały nie wytarte dokładnie kropelki wody. Po
szyi spływały delikatnie stróżki kolejnych, skapujące z wciąż wilgotnych
włosów. Absurdalnie wstrzymał oddech mimo, że serce przyspieszyło swój bieg
napędzając krew do szybszego transportu tlenu. Miał w oczach wypisane
pozwolenie. Postanowił pogodzić się ze wszystkim, obojętnie z czym będzie
musiał się dziś zmierzyć, czy to będzie tylko rozmowa, czy też coś innego.
Przyjmie to i zaakceptuje. Jednak Jonghyun nie zamierzał tym razem wykonywać
pierwszego kroku. Zdecydował, że jeśli Taemin jest tego pewny, to musi dać mu
znać. Lee, gdy to zrozumiał, zmieszał się wyraźnie, przypomniał sobie jednak
sytuację sprzed paru godzin. Kpiący wzrok i ten mentalny głos „Tchórzysz?
Czyżbyś się czegoś bał… dzieciaku?”. „Niedoczekanie twoje” pomyślał jak wtedy i
uśmiechając się lekko uniósł się do siadu. Patrząc w tęczówki o kolorze tak
podobnym do jego, a jednak zdecydowanie innym, przysunął się bliżej. Złączenie
ich warg było takie jak za pierwszym razem, a nawet lepsze. Po pozbyciu się
niepewności dominowała łagodność zamieniająca się w zdecydowanie i… Jęknął
cicho, gdy gorące usta Blinga zeszły na jego szyję. Kim ułożył go na łóżku
odsuwając niepotrzebną kołdrę na podłogę. Unosił się nad nim na łokciach, z
zachwytem obserwując ciało, które tyle razy miał okazję oglądać, a mimo to nie
miał go dość. Naga pierś unosiła się w szybkim rytmie oddechu. Ładnie
wyrzeźbione, wielogodzinnymi treningami, mięśnie brzucha drżały lekko z
nieustannego napięcia. Nagle silne ramiona otoczyły go i ponownie przyciągnęły
do gorącego ciała.
-
Napatrzyłeś się już? – ciepły oddech zabrzmiał w jego uchu wraz z pytaniem
zadanym lekko rozbawionym głosem.
-
Na ciebie? Zawsze będzie mi mało – odpowiedział półżartem, całując go i
zabierając mu oddech na długie minuty. Poznawał jego ciało tak, jak nigdy nie
było mu to dane. Opuszkami palców wytyczał szlaki, by za pomocą paznokci w
najmniej spodziewanym momencie zostawić ślad swojej obecności. Ustami określał
granice, którymi potem kroczył język i zęby. Nagrodą za każdy nowo eksplorowany
teren były głośniejsze jęki, bardziej niekontrolowane ruchy ciała, ciche prośby
o więcej, szybciej. Schodząc coraz niżej czuł większą ekspresję na swoim ciele.
Dłonie Taemina nie próżnowały, zostawiając na plecach i barkach swoją własną
mozaikę oznaczeń zdobytego obszaru. Gdy wreszcie byli całkowicie nadzy,
spojrzał w górę, jakby upewniając się, że może iść dalej. Oczy maknae płonęły
pożądaniem, które nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Powoli, z
namaszczeniem, ignorując własną potrzebę, wziął go w usta. Krzyk, świadczący o
przyjemności kochanka omal nie sprawił, że wszystko mogło skończyć się dla
Jonghyuna tu i teraz. Po kilku minutach niecierpliwe ręce przyciągnęły twarz
Blinga do wymagającego i namiętnego pocałunku.
-
Albo mnie teraz weźmiesz, albo… - głos Lee był zachrypnięty i pokaleczony od
krzyku.
-
Taeminnie… - Kim miał wątpliwości. Domyślał się, że Taemin nie miał wcześniej
tego rodzaju doświadczeń, a ostatnie czego chciał, to to, by w pamięci z tej
nocy został mu tylko i wyłącznie ból.
-
Proszę, Jjongie, proszę… – słowa urywały się za każdym razem, gdy maknae
poruszał biodrami, dotykając Blinga i prowokując do szybszego podjęcia decyzji.
Jonghyun
zaczerpnął głośno powietrza i jęknął niekontrolowanie. – Mały, bezczelny
prowokator… - wymamrotał przez ściśnięte zęby po czym wszedł w niego powoli.
Ciało
Taemina wygięło się w proteście. W oczach pojawiły się łzy, mocno zaciśnięte
powieki drżały, paznokcie wbiły w barki kochanka niemalże do krwi.
-
Cii… - szeptał uspokajająco. Nie poruszając się starał się opanować nie tylko
strach Taemina, ale przede wszystkim własną panikę.
-
Taeminnie, spójrz na mnie – prosił. Po chwili czekoladowe tęczówki wpatrywały
się w jego własne. Chcąc wygnać wciąż widniejący w nich ból, pocałował go.
Ostrożnie, z delikatnością przypisaną pierwszym minutom ich zbliżenia. Dłonią
pieścił go, przypominając mu o rozkoszy, którą jeszcze dziś zazna. Krok po
kroku strach i ból ulatywały, ustępując miejsca coraz większemu pożądaniu
przejawiającemu się szybszymi ruchami bioder, głośniejszymi jękami
przyjemności, szeptanymi gorączkowo słowami pełnych wyznań, by całkowicie zdezerterować
przed ostrymi krzykami oznajmiającymi o przeżytym właśnie orgazmie.
Najciemniej
jest pod latarnią – podobno mawia pewne przysłowie. Jeśli to prawda, to
musiałem być naprawdę ślepy, by nie dostrzec tego, co miałem na wyciągnięcie ręki.
I to dosłownie – pomyślałem, głaszcząc Taemina po wilgotnych włosach
spoczywających na moim ramieniu. Tae spał, posapując śmiesznie przez nos i
wiercąc się co jakiś czas, jakby nawet przez sen chciał się upewnić, że jest
ułożony we właściwym miejscu i nikt go stąd nie zabierze. Uśmiechnąłem się z
rozczuleniem. Maknae - już mój maknae - to cudowna i wybuchowa mieszanka pod
względem charakteru. Z jednej strony zdawałoby się dziecinny, roztargniony,
gubiący sporo rzeczy i nieodnajdujący się we wszechświecie, a z drugiej świetny
tancerz, dorastający mężczyzna o silnej woli, zdecydowany i wiedzący czego
chce. Cieszyłem się, że jestem jedną z niewielu osób, której Lee pokazuje tego
bardziej „prawdziwego” siebie. Ostatnie godziny udowodniły mi jednak, że wielu
rzeczy jeszcze o nim nie wiem. Cóż, dzięki temu następne tygodnie i miesiące
będą zdecydowanie o wiele bardziej ciekawe. Przysunąłem się bliżej Taemina
wtulając się w jego ciało i zadowolony zasnąłem.
Minęło
kilka tygodni. Trasa SW II rozpoczęta. Pierwsza część koncertu przebiegła bez
żadnych problemów. Wszyscy członkowie zadowoleni z występów szykowali się teraz
do partii solowych. Taemin stojąc w rogu garderoby lekko zdenerwowany poprawiał
koszulę. Jeszcze nie był kompletnie ubrany, a za chwilę będzie musiał wyjść na
scenę.
-
Taemin, gotowy? – w drzwiach wejściowych rozległ się głos Jonghyuna. Widząc
zachowanie maknae zaciągnął go między wieszaki z ubraniami, jak najdalej od
ekipy i technicznych.
-
Co się dzieje? – złapał podbródek Lee, by ten popatrzył mu w oczy. Nie widząc
reakcji przyciągnął go do krótkiego, czułego pocałunku.
-
Jjongie, ja… - w głosie Taemina wciąż brzmiało wahanie, choć zdecydowanie
mniejsze niż wcześniej.
Bling
uśmiechnął się zadziornie i wyszeptał mu do ucha zdanie, które niemalże stało
się ich mantrą - Tchórzysz? Czyżbyś się czegoś bał… -
zawiesił głos – Taeminnie? – dokończył miękko, tonem zarezerwowanym tylko dla
niego, od tamtej pamiętnej nocy, kilka tygodni temu. – Trust me! Pamiętasz? – zapytał jeszcze. Odpowiedział mu ciepły i
szczery uśmiech. – Chodźmy ich zaszokować – odezwał się w końcu.
Gdy
w hali koncertowej rozległy się krzyki fanów w reakcji na wykonanie Internet War, w garderobie wciąż, słyszalny
nie dla każdego człowieka, pobrzmiewał szczery śmiech dwóch mężczyzn.
THE END

Przeczytałam jeszcze raz i jeszcze raz ogarnęły mnie te same uczucia... Ten fick dla mnie nie straci na wartości z kilu względów... Jednym z nich jest pewna ulica we Wrocławiu o nazwie "Rogowska"... Resztę znam bardzo dobrze... O B S E S J A !
OdpowiedzUsuńTak, wiele się teraz w SHINee zmieniło, ale czasy 'Rogowskiej' i naszej Obsesji nigdy nie zaginą, prawda, Alex? ♥
UsuńAż zaraz i Obsession sobie obierzę... Właśnie znów przybędzie mi tona wspomnień, radości i smutków... I jedno wiem na pewno, czego sobie nie postanowimy, to się spełnia. Prędzej, czy później. Czekam na ten przyszły tydzień... Nie robię nic innego tylko odmierzam ten cholerny czas...
UsuńOkaay, tego nie znałam xD
OdpowiedzUsuńUnnie, to jest dobre. Naprawdę dobre. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy <3 Takie słodkie i delikatne...
Rzuciła mi się w oczy tylko jedna rzecz.
Skoro to był pierwszy raz Taemina... Tak bez przygotowania? Lubrykantu? Czegokolwiek? O.o Aua...
Wybacz brak konstruktywnego komentarza, ale jestem w tym momencie zombie xD
Hahaha, ach, wiedziałam, że ktoś się do tego 'przyczepi' xD Jak na pewno zauważyłaś, cała scena była zarysowana dość ogólnikowo, wręcz metaforycznie. Wciskanie tu opowieści jak Jong przygotowywał Tae zabiłoby dla mnie klimat. Ale możesz być pewna, że Bling nie zapomniał o takim szczególe ;]
UsuńDziękuję Ci bardzo za tak miły komentarz~! <33
Czasami muszę być miła. Czasami. Jak jestem zmęczona, to samo tak wychodzi. Generalnie jestem zuą małą wredotą ^w^ (you know, bias zobowiązuje xD) I mam w tym własny cel, hahaha! *o*
UsuńXD
A tak na serio teraz (...nie xD) Mówiłam Ci już, że na ogół staram się komentować. Dobre ficki komentuję zawsze. Biorąc pod uwagę mój pożal-się-Boże staż z piórem, wychwytuję trochę błędów, ale tutaj nie mam się do czego przyczepić <3 Miłe, lekkie, przyjemne opko, w sam raz na dobranoc xD
Wiesz, że pod względem 'wredności' etc, możemy ze sobą konkurować, więc nie będę już o tym pisała :P
UsuńPoważniej. Bardzo cieszy mnie, gdy ktoś zwraca również uwagę na technikę mojego pisania. I szczerze mówiąc, bardzo na Ciebie liczę w tej kwestii. Sporo osób czyta moje ff, wiele komentuje, ale mało kto ma odwagę/chce/umie wytykać mi błędy, czy to logiczne, interpunkcyjne czy stylistyczne. Tym bardziej będę czekała na każdy Twój komentarz *^^*
I naprawdę cieszę się, że Ci się podoba.
Bajeczne <3
OdpowiedzUsuń