1 listopada 2013

Shinkirou

Fick popełniony przeze mnie dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam swoją przygodę z pisaniem czegoś dłuższego niż wiersz dla szerszej publiki. Dziś piszę dłuższe teksty, trochę inaczej, niemniej jednak, do ‘Shinkirou’ jak i kilku innych tekstów mam bardzo duży sentyment, dlatego je tu wstawiam. A nuż komuś z Was mimo wszystko się spodoba..?

Zespół: DIR EN GREY
Pairing: Die x OC
Rating: +13



Kolejna noc spędzona od miesięcy w ten sam sposób. Sławetny klub, gdzieś w Tokio. Znany tylko tym, których było na to stać. Najlepszy towar. Pod każdym względem. Alkoholu, dziwek – jakiejkolwiek płci i prochów. A także klienci. Też najlepsi. VIPy, gangsterzy, gwiazdeczki próbujące zaistnieć w show biznesie oraz inne gwiazdy, znane również od tej ciemnej strony. Jednym słowem – all exclusive. Powiodłem wzrokiem po małym tłumie. Rozpoznawałem twarze stałych bywalców oraz zauważyłem kilka nowych. Chyba komuś znudziło się powszednie życie i szuka rozrywki. Zahaczyłem spojrzeniem o młodego chłopaka. Świeżak. Widać było po sposobie , w jakim siedział i nie tylko. Sztywno wyprostowany, z koszulą zapiętą pod samą szyję, w krawacie i bez okularów… Podstawowe błędy. Uśmiechnąłem się lekko. Chyba zapowiada się ciekawy wieczór, a kto wie, może i noc.
Skierowałem swoje kroki w kierunku stolika, przy którym siedział brunet. Na szczęście miejsce było tak usytuowane, jak lubię najbardziej. Możliwie jak najdyskretniej, zapewniając sporą dozę prywatności, a jednocześnie dając możliwość obserwacji innych. Młody chłopak w końcu mnie zauważył. Na moment mignął mu w oczach strach zaprawiony niepewnością. Uśmiechnąłem się uspokajająco. Nie miałem zamiaru go straszyć, przynajmniej nie teraz…
- Mogę się dosiąść? Wszędzie pełno – brunet po krótkiej chwili zawahania kiwnął głową. W przytłumionym świetle lamp błysnął kolczyk. Więc świeżak lubi błyskotki? Interesujące. Ogólnie mówiąc cała jego postać była interesująca… Krótkie włosy postawione na sztorc, oczy dyskretnie obrysowane ciemną kredką, usta muśnięte błyszczykiem… W momencie, w którym się obrócił, zauważyłem też refleksy czerwieni na kosmykach włosów. Westchnąłem cicho z tęsknotą. Młody przypominał mi stare czasy visualu. Usiadłem wygodnie obok niego, dbając o to, by moja twarz ukryta była w cieniu, i zdjąłem swoje przyciemniane okulary. Ręką zawołałem, dyskretną jak zawsze, obsługę. Po krótkiej pertraktacji zamówiłem butelkę wina i dwa kieliszki.
- Jak masz na imię? – zapytałem sprawnie rozlewając przyniesiony trunek.
- Aki.
- Więc, Aki, twoje zdrowie – uniosłem kieliszek w geście toastu, jednocześnie z przyjemnością obserwując lekki rumieniec na twarzy bruneta. Zabawiałem go rozmową. Chciałem, by się rozluźnił. Dbałem też o zawartość jego kieliszka. W krótkim czasie dowiedziałem się wszystkiego, czego chciałem. Kim jest, po co tu przyszedł i… również tego, że bardzo mu się spodobałem. Tego ostatniego nie musiał mówić. Powiedziały to jego oczy, gdy oparty o mnie, w rozpiętej koszuli, zdjętym do połowy krawacie, próbował namówić do wyznania mojego imienia. Wypite wino szumiało mi w głowie, gdy usłyszałem szept przy swoim uchu z wypowiedzianym ‘proszę, powiedz’.
Ciepło ciała, nikły zapach perfum i słodki smak jego ust otuliły mnie, i nie pozwoliły o sobie zapomnieć. Zarówno wtedy, na kanapie w klubie, jak i później, w wynajętym pokoju na piętrze, gdy z pasją brałem go tak, jak chciałem. Napawałem się każdym jękiem, grymasem ust, ruchem ciała zdradzającym, wręcz błagającym o jeszcze, mocniej i głębiej. Dałem mu to, czego pragnął, a nawet więcej. Krzyk spełnienia. W tym, że to nie jego imię w nim zabrzmiało…
- Chcesz wiedzieć, kim jestem? – wyszeptałem mu do ucha, gdy mogłem złapać oddech. Spojrzał na mnie wzrokiem ograbionym ze złudzeń. – Właśnie tym. Właśnie tym, Aki – dotknąłem palcem zadrapań na ciele chłopaka, które układały się w jeden znak, imię.
Późny wieczór. Wiał lekki wiatr niosący zapach kwitnącej wiśni. Doskonała pora na wizytę w "Requiem". Ciekawe, kogo tym razem spotkam? Na pewno kogoś interesującego, kogoś niewinnego, kogoś, komu będę mógł zanucić swoją śmiertelną kołysankę. Zaśmiałem się cicho pod nosem. Miraż.* Złudzenia. Die. Doprawdy, lepszego imienia nie mogłem sobie wybrać…



THE END




*tytułowe ‘Shinkirō’ (z jap.) znaczy dokładnie „miraż”

4 komentarze:

  1. Dajesz mi na weekend popalić, nie ma co... Niby znam, niby czytałam a tak jakby wszystko było nowe... Dziwnie się z tym czuje... Mam wrażenie, jakbym dopiero co wczoraj wróciła z koncertu DeGa... I ty w przypływie emocji napisałaś tego oneshota... I wiesz co? czekam na twoje ToshiyowoDieowe przypływy emocji... Pamiętaj, że pairing jest pojęciem względnym... Zależy o fazy :D

    I btw... nie "full exclusive" tylko "all inclusive" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyobraź sobie, że wstawianiem tych tekstów tutaj, sama na siebie bat ukręciłam. To już 4 lata, a czytając to mam wrażenie, jakby to było wczoraj. I, choć nie myślałam, że to możliwe, obudziło się we mnie, gdzieś, coś, jakaś tęsknota. Ogień pasji do DeGa, który myślałam, że już wygasł, okazał się być tylko gorejącym żarem, w którym nadal tli się płomień. Potrzebuję czegoś mocnego. Marzę o nowym singlu styczniowym, który porwie mnie i porzuci do działu szaleństwa, gdzie królują tylko oni... Czegoś, co pozwoli się temu płomykowi na owo rozpalić do ognia, wywołując nawet mały pożar.

      A z tym btw. tak to jest, jak tekst sprawdza kilka osób i żadna Ci tego nie wyłapie... *headdesk* Dzięki, bejb ♥

      Usuń
    2. Ja sobie włączyłam wczoraj audio ze Spodka... I zachciało mi się cofnąć do tych czasów... Tu nie tylko chodzi o zespół, ale o to jak się wtedy żyło, jakie miałam doświadczenia, jak pokierowałam swoim życiem... Kogo na swojej drodze spotkałam... Gdybym miała wiedzę nabytą teraz w tamtym czasie inaczej dzisiaj bym działała i kto wie... Może byłam na lepszej stopie niż teraz (nie pisze o pieniądzach)...
      Co do Dir en Grey, ewoluował, tak jak my... Razem z nim, rozkwitnęłyśmy i przyszedł czas stagnacji... Dlatego ostatnio nie za bardzo nam pod pasowali, myślę że sam zespól nie wiedział co ma ze sobą zrobić, dlatego powymyślał różne marketingowe chwyty, abyśmy o nich nie zapomnieli... O błędności ich przekonań pisać nie będę, ale czekam z nieniecierpliwiona na ten styczeń... Czekam bardziej niż na niejeden event... Może szukam w tym nowym singlu swego rodzaju akcji reanimacyjnej? Bo umieram powolutku a oni nie przychodzą z pomocą... Z jakimś zastrzykiem adrenaliny czy defibrylatorem... A przecież oni zawsze potrafili dawać niezłego kopa do życia...

      Usuń
  2. Jeśli to jest jeden z twoich pierwszych tekstów, to biję ci pokłony, unnie.
    Nie wiem, czy byłabym w stanie lepiej opisać taką scenę. Chyba nie dałabym rady xD
    Chociaż muszę przyznać, że po przeczytaniu tego zrozumiałam, dlaczego napisałaś, że jest to stary tekst. Nie umiem tego wyjaśnić... Po prostu czuję, że to nie jest nowe (6ty zmysł? O.o)
    Niemniej, podoba mi się. I znowu zachęcasz mnie do poszerzenia horyzontów xD
    Idziemy dalej~

    OdpowiedzUsuń