30 października 2013

Internet War

Zespół: SHINee
Pairing: JongTae (Jonghyun x Taemin)
Rating: +16 







Z dedykacją dla Alex, która jako jedyna rozumie moją obsesję.
W każdej postaci i powiązaniu.


Od samego początku, gdy tylko padła propozycja wykonania coveru tego właśnie utworu, wiedziałem, że to zły pomysł. Bardzo zły. Zwłaszcza, że miałem go wykonać ja. Razem z nim. To nie mogło się skończyć dobrze. Jednak, jak mogłem protestować widząc jego radość i entuzjazm? Te emocje zawsze powodowały, że zachowywał się jeszcze bardziej dziecinnie i niedojrzale niż zwykle, a w oczach pojawiały się ogniki szczęścia jak u dziecka, które dostało wymarzoną zabawkę. Nie mogłem odmówić. Nie jemu. Ani mojej egoistycznej podświadomości, która szeptała mi usłużnie, że oto nadarza się świetna okazja, którą muszę wykorzystać. Okazja, która nigdy więcej może się nie nadarzyć.

- Taemin! Więcej ekspresji! Doskonale wiesz o czym jest ten tekst. Znasz problematykę utworu, prawda? – Zawołany tancerz kiwnął głową twierdząco patrząc na mówiącego choreografa. Po chwili zwrócił wzrok na wycierającego twarz Jonghyuna, który wykorzystywał chwilę przerwy na otarcie potu i napicie się wody. Trwała próba do trasy, która miała się rozpocząć już niebawem. Dziś, podobnie jak kilka dni wcześniej, ćwiczyli solówki oraz wszelkie duety. Maknae pomimo miłości do tańca, miał go aktualnie zdecydowanie dość. Piosenka sama w sobie nie była trudna do opanowania, gorzej było z choreografią. Co prawda nie było tu żadnych synchronizacji, co zazwyczaj Taemin wykorzystywał do pokazania samego siebie. Tym razem miał z tym spory problem, bo musiał dopasować się do wizji kolegi z zespołu oraz przesłania jaki niósł utwór. Uniósł kciuk do góry dając do zrozumienia, że postara się zmienić co trzeba. Choreograf kiwając głową ruszył do komputera, by puścić po raz kolejny tego wieczoru Internet War. Lee ustawił się na miejsce kątem oka łowiąc kpiący uśmiech na twarzy Blinga. Bardzo dobrze wiedział co on oznacza. Miał wrażenie jakby słyszał jego głos mówiący „Tchórzysz? Czyżbyś się czegoś bał… dzieciaku?”. „Niedoczekanie twoje” pomyślał i zamknął oczy wsłuchując się w pierwsze nuty muzyki. Gdy po chwili uniósł powieki, w jego tęczówkach płonęło zdecydowanie i pewność siebie. Jonghyun widząc ten wzrok zadrżał niekontrolowanie.

Prowokowanie go nie było dobrym posunięciem. Cholera, ta cała sytuacja była pochrzaniona równo. Patrzeć na niego śpiewając te właśnie słowa, czując jego ciało tak blisko mojego, jego oddech na mojej skórze, dotyk we włosach. Nigdy nie myślałem, że niewinne niewerbalne zwrócenie mu uwagi, że zachowuje się trochę jak jakiś niedojrzały szczeniak, odniesie takie efekty. Byłem tym przerażony, a jednocześnie… czekałem na więcej. Złapany w sidła między swoją niepewnością, a ciekawością dokąd nas to dalej zaprowadzi, niemal zaszlochałem z ulgi, gdy nastąpił koniec próby.

Na głos choreografa mówiącego, że na dziś już koniec, Taemin nie czekając na nikogo szybko zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Potrzebował chwili oddechu, a przede wszystkim samotności. Zwłaszcza od przyjaciela. A biorąc pod uwagę, że mieszkali razem w jednym pokoju, musiał tę chwilę dla siebie przedłużyć jak najdłużej się dało. Czuł się zawstydzony i przerażony swoim zachowaniem. Reakcją ciała, która była jakby następstwem myśli pojawiających się w nie wiadomo którym momencie.
Gdy zaproponowano im wykonanie tego utworu na kolejnej krajowej trasie, był zachwycony. Uwielbiał tę piosenkę. Czuł się zaszczycony, że będzie mógł ją wykonać. Tym bardziej, że pasjami słuchał cięższej muzyki, która niestety, nie była tak popularna ani doceniana jak na to zasługiwała. Zaskoczył go wtedy sceptycyzm Blinga. Wszak, to on pierwszy rwał się do niecodziennych pomysłów. Teraz, po tej próbie, w której zagrali tak jak powinni, czuł, że Jonghyun nie powiedział wszystkiego, gdy nieśmiało oponował przeciwko tej propozycji. Ostatecznie skapitulował, Lee nie był jednak pewny czy wokalista zrobił dobrze nie nalegając. Zamyślony maknae wszedł do pustego pokoju. Rzucił sportową torbę na kanapę, a sam wyjął z lodówki zimną wodę. Napił się kilka łyków i przyłożył oszronione szkło do wciąż rozpalonych policzków. Myślami cofał się do minionej godziny.

Uchylił powieki, gdy usłyszał pierwsze nuty melodii. Ruszając się w swoim rytmie spoglądał na Jonghyuna śpiewającego swoją partię. Chyba wyczuł jego wzrok, bo popatrzył mu prosto w oczy. Taemin odruchowo zaczął śpiewać odpowiednie wersy ruszając ciałem i synchronizując się z bitem. W miarę upływu czasu zbliżał się coraz bliżej do partnera. Czuł ciepło jego ciała. I'll protect you. Widział krople potu spływające po twarzy i znikające w dekolcie koszulki odsłaniającej obojczyki. I'll rip up your heart. Nacisk mięśni na jego własne. Szybkie bicie serca wyczuwalne mimo otaczających ich dźwięków. I'll wipe away your tears. Dotyk ręki na policzku usuwającej słone krople z jego skóry. Palce wplątane we włosy na karku. I'll completely change you. Oczy wpatrzone prosto w jego czekoladowe tęczówki. Urzekające, przyciągające i wciąż powtarzające to jedno zdanie. Trust me! Tętno bijące jak oszalałe, usta tak blisko jego własnych. Napięcie wywołujące iskry. Zgodny ruch bioder i zamknięcie oczu, gdy podniecenie było zbyt silne…

Taemin na dźwięk otwieranych drzwi otrząsnął się ze wspomnień. Oddychał szybko, czując jak ciało boleśnie reagujące na napływające mentalnie obrazy, napina się bezwiednie. W wejściu do pokoju stał Jonghyun. W zastygłej ciszy rozległ się głośny trzask tłukącego się szkła. Lee patrzył na szczątki butelki leżącej u jego stóp, jakby nie wiedział jak to w ogóle się stało. Mechanicznie kucnął z zamiarem pozbierania okruchów, nie reagując na głos Blinga, by tego nie dotykał, bo zrobi sobie krzywdę. Jak na zawołanie kremowy deseń maty przykrywającej podłogę, zabarwił się na czerwono malując narysowane kwiaty na podobieństwo maków.

Wiedziałem, że coś się stało. Nasz maknae nie był typem osoby, która ucieka, gdy pojawiają się problemy. Jeśli nie umie sobie z nimi poradzić, oczekuje pomocy lub stara się sam je rozwiązać, by po pewnym czasie skapitulować. Uważałem to za jedną z jego uroczych cech.  Dzisiejsze zachowanie świadczyło, że boryka się z czymś, o czym nie chce nikomu powiedzieć. Zwłaszcza mi. A to oznaczało, że…

- Pokaż mi swoją rękę – Jonghyun nie czekając na reakcję, chwycił dłoń Taemina i przypatrywał się skaleczeniu na palcu. Na szczęście nie było zbyt rozległe, jednak wciąż krwawiło. W myśl zasady, że jak pocałujesz to przestaje boleć, włożył palec do swoich ust. Ssąc go delikatnie przypatrywał się twarzy Lee. Czekoladowe oczy wyrażały lekki szok, nadzieję, zaskoczenie, obawę i wreszcie… Nie, to nie mogła być prawda. Widząc przybliżające się coraz bliżej niego czerwone usta, których smak miał okazję niemal już poznać, postawił wszystko na jedną kartę. Ujmując zranioną dłoń w swoją własną, drugą wplątał w lekko wilgotne kosmyki na karku i zrobił to, na co miał ochotę od dawna.

Gdy poczuł wargi obejmujące jego własne w delikatnej pieszczocie, wszelkie emocje, które buzowały w nim od miesięcy, a których apogeum nastąpiło na dzisiejszej próbie, wyrwały się na wolność. Odpowiadając na pocałunek wsunął zdrową rękę we włosy Jonghyuna przyciągając go jeszcze bliżej siebie, domagając się bliskości i ciepła jego ciała. Wzajemne pieszczoty i poznawanie twarzy przerwał cichy dźwięk chrupiącego szkła zlewającego się z głośniejszym jękiem bólu Taemina. Kim odsunął się od niego, by przekonać się, że maknae przez nieuwagę wdepnął kolanem w rozkruszone szkło.
- Z tobą gorzej jak z dzieckiem – uśmiechnął się do niego ciepło. Po chwili na twarzy pojawiły się trudne do rozszyfrowania emocje. – Chodź, trzeba się tym zająć, bo inaczej będę musiał cię całego owinąć w bandaże.
Lee zaśmiał się cicho w odpowiedzi. – Jeśli ty miałbyś być wtedy moim opiekunem, to może warto?
- Idź pod prysznic, ja tu posprzątam. – Głos Blinga zabrzmiał niespodziewanie twardo i chłodno.
- Jjongie, ja… - Taemin patrzył na przyjaciela niepewnie. Nie wiedział jak zareagować na to wszystko.
Jonghyun zrugał się mentalnie za swoje zachowanie. Przecież to nie wina maknae, że ma mętlik w głowie. Nie musi się na nim wyżywać. – Wszystko w porządku Taeminnie. Idź pod prysznic, ja tu posprzątam, a potem porozmawiamy, dobrze? – głos Dino zabrzmiał miękko, gdy wypowiadał czułe zdrobnienie jego imienia. Lee zarumienił się lekko i ruszył do łazienki.

Ciepła woda rozluźniała zesztywniałe mięśnie po ciężkim treningu i pomagała się uspokoić. Mimo, że uśmierzała dolegliwości fizyczne, nie mogła nic zaradzić szalejącej burzy w jego głowie. Co on wyprawiał? Najpierw te myśli pojawiające się w ciągu ostatnich miesięcy, które starał się dusić w zarodku, potem ta piosenka, dzisiejsza próba, a teraz to… Nie panował nad wydarzeniami, nad swoim zachowaniem i jak tak dalej pójdzie, to nie jest pewien czy będzie mógł to zatrzymać. Prawdę powiedziawszy, nie wiedział nawet czy tego chce.

Słysząc szum prysznica w łazience, stałem i wpatrywałem się w to nieszczęsne szkło. Tworzywo, które powinienem zebrać i razem z płytą Internet War oprawić w ramkę na pamiątkę dzisiejszego dnia. Dotknąłem warg, na których wciąż czułem smak ust Taemina. Smakował tak jak się spodziewałem. Słodko ale nie mdło, z odrobiną cytrusów, które jakby były na stałe przypisane do jego osoby. Metaliczny posmak krwi dodawał pikanterii, która idealnie pasowała do reakcji Lee na pieszczoty. Uległy tylko na początku, później wykazywał inicjatywę i stawiał wymagania. „Cicha woda, co, Taeminnie?” uśmiechnąłem się lekko, drapieżnie. Kocham wyzwania, a to będzie największym i najważniejszym w moim życiu.

Długi prysznic, chwila samotności, znajoma przestrzeń umalowanej na oliwkowy kolor sypialni koiła skołatane nerwy. Szum wody, świadczący o tym, że to tym razem Jonghyun bierze kąpiel, skierował myśli Taemina ku bardziej ciekawym tematom. Maknae jęknął cicho, sfrustrowany i pomimo gorąca panującego w pokoju, przykrył się całkowicie pościelą. Spod bawełnianej poszewki widać było tylko roztrzepane kosmyki ciemnych włosów. Kontemplację zacisza zbudowanego z przykrycia przerwał delikatny dotyk na jego głowie. Smukłe palce przeczesywały spokojnie kosmyki włosów, dając poczucie bezpieczeństwa i budząc jednocześnie doskonale znane napięcie.
- Wszystko w porządku? – usłyszał cichy głos. Uchylił kołdrę, by jego oczom mógł ukazać się widok siedzącego na łóżku Jonghyuna. Widać było, że wyszedł dopiero co z łazienki. Na nagim torsie widniały nie wytarte dokładnie kropelki wody. Po szyi spływały delikatnie stróżki kolejnych, skapujące z wciąż wilgotnych włosów. Absurdalnie wstrzymał oddech mimo, że serce przyspieszyło swój bieg napędzając krew do szybszego transportu tlenu. Miał w oczach wypisane pozwolenie. Postanowił pogodzić się ze wszystkim, obojętnie z czym będzie musiał się dziś zmierzyć, czy to będzie tylko rozmowa, czy też coś innego. Przyjmie to i zaakceptuje. Jednak Jonghyun nie zamierzał tym razem wykonywać pierwszego kroku. Zdecydował, że jeśli Taemin jest tego pewny, to musi dać mu znać. Lee, gdy to zrozumiał, zmieszał się wyraźnie, przypomniał sobie jednak sytuację sprzed paru godzin. Kpiący wzrok i ten mentalny głos „Tchórzysz? Czyżbyś się czegoś bał… dzieciaku?”. „Niedoczekanie twoje” pomyślał jak wtedy i uśmiechając się lekko uniósł się do siadu. Patrząc w tęczówki o kolorze tak podobnym do jego, a jednak zdecydowanie innym, przysunął się bliżej. Złączenie ich warg było takie jak za pierwszym razem, a nawet lepsze. Po pozbyciu się niepewności dominowała łagodność zamieniająca się w zdecydowanie i… Jęknął cicho, gdy gorące usta Blinga zeszły na jego szyję. Kim ułożył go na łóżku odsuwając niepotrzebną kołdrę na podłogę. Unosił się nad nim na łokciach, z zachwytem obserwując ciało, które tyle razy miał okazję oglądać, a mimo to nie miał go dość. Naga pierś unosiła się w szybkim rytmie oddechu. Ładnie wyrzeźbione, wielogodzinnymi treningami, mięśnie brzucha drżały lekko z nieustannego napięcia. Nagle silne ramiona otoczyły go i ponownie przyciągnęły do gorącego ciała.
- Napatrzyłeś się już? – ciepły oddech zabrzmiał w jego uchu wraz z pytaniem zadanym lekko rozbawionym głosem.
- Na ciebie? Zawsze będzie mi mało – odpowiedział półżartem, całując go i zabierając mu oddech na długie minuty. Poznawał jego ciało tak, jak nigdy nie było mu to dane. Opuszkami palców wytyczał szlaki, by za pomocą paznokci w najmniej spodziewanym momencie zostawić ślad swojej obecności. Ustami określał granice, którymi potem kroczył język i zęby. Nagrodą za każdy nowo eksplorowany teren były głośniejsze jęki, bardziej niekontrolowane ruchy ciała, ciche prośby o więcej, szybciej. Schodząc coraz niżej czuł większą ekspresję na swoim ciele. Dłonie Taemina nie próżnowały, zostawiając na plecach i barkach swoją własną mozaikę oznaczeń zdobytego obszaru. Gdy wreszcie byli całkowicie nadzy, spojrzał w górę, jakby upewniając się, że może iść dalej. Oczy maknae płonęły pożądaniem, które nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Powoli, z namaszczeniem, ignorując własną potrzebę, wziął go w usta. Krzyk, świadczący o przyjemności kochanka omal nie sprawił, że wszystko mogło skończyć się dla Jonghyuna tu i teraz. Po kilku minutach niecierpliwe ręce przyciągnęły twarz Blinga do wymagającego i namiętnego pocałunku.
- Albo mnie teraz weźmiesz, albo… - głos Lee był zachrypnięty i pokaleczony od krzyku.
- Taeminnie… - Kim miał wątpliwości. Domyślał się, że Taemin nie miał wcześniej tego rodzaju doświadczeń, a ostatnie czego chciał, to to, by w pamięci z tej nocy został mu tylko i wyłącznie ból.
- Proszę, Jjongie, proszę… – słowa urywały się za każdym razem, gdy maknae poruszał biodrami, dotykając Blinga i prowokując do szybszego podjęcia decyzji.
Jonghyun zaczerpnął głośno powietrza i jęknął niekontrolowanie. – Mały, bezczelny prowokator… - wymamrotał przez ściśnięte zęby po czym wszedł w niego powoli.
Ciało Taemina wygięło się w proteście. W oczach pojawiły się łzy, mocno zaciśnięte powieki drżały, paznokcie wbiły w barki kochanka niemalże do krwi.
- Cii… - szeptał uspokajająco. Nie poruszając się starał się opanować nie tylko strach Taemina, ale przede wszystkim własną panikę.
- Taeminnie, spójrz na mnie – prosił. Po chwili czekoladowe tęczówki wpatrywały się w jego własne. Chcąc wygnać wciąż widniejący w nich ból, pocałował go. Ostrożnie, z delikatnością przypisaną pierwszym minutom ich zbliżenia. Dłonią pieścił go, przypominając mu o rozkoszy, którą jeszcze dziś zazna. Krok po kroku strach i ból ulatywały, ustępując miejsca coraz większemu pożądaniu przejawiającemu się szybszymi ruchami bioder, głośniejszymi jękami przyjemności, szeptanymi gorączkowo słowami pełnych wyznań, by całkowicie zdezerterować przed ostrymi krzykami oznajmiającymi o przeżytym właśnie orgazmie.

Najciemniej jest pod latarnią – podobno mawia pewne przysłowie. Jeśli to prawda, to musiałem być naprawdę ślepy, by nie dostrzec tego, co miałem na wyciągnięcie ręki. I to dosłownie – pomyślałem, głaszcząc Taemina po wilgotnych włosach spoczywających na moim ramieniu. Tae spał, posapując śmiesznie przez nos i wiercąc się co jakiś czas, jakby nawet przez sen chciał się upewnić, że jest ułożony we właściwym miejscu i nikt go stąd nie zabierze. Uśmiechnąłem się z rozczuleniem. Maknae - już mój maknae - to cudowna i wybuchowa mieszanka pod względem charakteru. Z jednej strony zdawałoby się dziecinny, roztargniony, gubiący sporo rzeczy i nieodnajdujący się we wszechświecie, a z drugiej świetny tancerz, dorastający mężczyzna o silnej woli, zdecydowany i wiedzący czego chce. Cieszyłem się, że jestem jedną z niewielu osób, której Lee pokazuje tego bardziej „prawdziwego” siebie. Ostatnie godziny udowodniły mi jednak, że wielu rzeczy jeszcze o nim nie wiem. Cóż, dzięki temu następne tygodnie i miesiące będą zdecydowanie o wiele bardziej ciekawe. Przysunąłem się bliżej Taemina wtulając się w jego ciało i zadowolony zasnąłem.

Minęło kilka tygodni. Trasa SW II rozpoczęta. Pierwsza część koncertu przebiegła bez żadnych problemów. Wszyscy członkowie zadowoleni z występów szykowali się teraz do partii solowych. Taemin stojąc w rogu garderoby lekko zdenerwowany poprawiał koszulę. Jeszcze nie był kompletnie ubrany, a za chwilę będzie musiał wyjść na scenę.
- Taemin, gotowy? – w drzwiach wejściowych rozległ się głos Jonghyuna. Widząc zachowanie maknae zaciągnął go między wieszaki z ubraniami, jak najdalej od ekipy i technicznych.
- Co się dzieje? – złapał podbródek Lee, by ten popatrzył mu w oczy. Nie widząc reakcji przyciągnął go do krótkiego, czułego pocałunku.
- Jjongie, ja… - w głosie Taemina wciąż brzmiało wahanie, choć zdecydowanie mniejsze niż wcześniej.
Bling uśmiechnął się zadziornie i wyszeptał mu do ucha zdanie, które niemalże stało się ich mantrą     - Tchórzysz? Czyżbyś się czegoś bał… - zawiesił głos – Taeminnie? – dokończył miękko, tonem zarezerwowanym tylko dla niego, od tamtej pamiętnej nocy, kilka tygodni temu. – Trust me! Pamiętasz? – zapytał jeszcze. Odpowiedział mu ciepły i szczery uśmiech. – Chodźmy ich zaszokować – odezwał się w końcu.
Gdy w hali koncertowej rozległy się krzyki fanów w reakcji na wykonanie Internet War, w garderobie wciąż, słyszalny nie dla każdego człowieka, pobrzmiewał szczery śmiech dwóch mężczyzn.


THE END


8 komentarzy:

  1. Przeczytałam jeszcze raz i jeszcze raz ogarnęły mnie te same uczucia... Ten fick dla mnie nie straci na wartości z kilu względów... Jednym z nich jest pewna ulica we Wrocławiu o nazwie "Rogowska"... Resztę znam bardzo dobrze... O B S E S J A !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiele się teraz w SHINee zmieniło, ale czasy 'Rogowskiej' i naszej Obsesji nigdy nie zaginą, prawda, Alex? ♥

      Usuń
    2. Aż zaraz i Obsession sobie obierzę... Właśnie znów przybędzie mi tona wspomnień, radości i smutków... I jedno wiem na pewno, czego sobie nie postanowimy, to się spełnia. Prędzej, czy później. Czekam na ten przyszły tydzień... Nie robię nic innego tylko odmierzam ten cholerny czas...

      Usuń
  2. Okaay, tego nie znałam xD
    Unnie, to jest dobre. Naprawdę dobre. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy <3 Takie słodkie i delikatne...
    Rzuciła mi się w oczy tylko jedna rzecz.
    Skoro to był pierwszy raz Taemina... Tak bez przygotowania? Lubrykantu? Czegokolwiek? O.o Aua...
    Wybacz brak konstruktywnego komentarza, ale jestem w tym momencie zombie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ach, wiedziałam, że ktoś się do tego 'przyczepi' xD Jak na pewno zauważyłaś, cała scena była zarysowana dość ogólnikowo, wręcz metaforycznie. Wciskanie tu opowieści jak Jong przygotowywał Tae zabiłoby dla mnie klimat. Ale możesz być pewna, że Bling nie zapomniał o takim szczególe ;]
      Dziękuję Ci bardzo za tak miły komentarz~! <33

      Usuń
    2. Czasami muszę być miła. Czasami. Jak jestem zmęczona, to samo tak wychodzi. Generalnie jestem zuą małą wredotą ^w^ (you know, bias zobowiązuje xD) I mam w tym własny cel, hahaha! *o*
      XD
      A tak na serio teraz (...nie xD) Mówiłam Ci już, że na ogół staram się komentować. Dobre ficki komentuję zawsze. Biorąc pod uwagę mój pożal-się-Boże staż z piórem, wychwytuję trochę błędów, ale tutaj nie mam się do czego przyczepić <3 Miłe, lekkie, przyjemne opko, w sam raz na dobranoc xD

      Usuń
    3. Wiesz, że pod względem 'wredności' etc, możemy ze sobą konkurować, więc nie będę już o tym pisała :P
      Poważniej. Bardzo cieszy mnie, gdy ktoś zwraca również uwagę na technikę mojego pisania. I szczerze mówiąc, bardzo na Ciebie liczę w tej kwestii. Sporo osób czyta moje ff, wiele komentuje, ale mało kto ma odwagę/chce/umie wytykać mi błędy, czy to logiczne, interpunkcyjne czy stylistyczne. Tym bardziej będę czekała na każdy Twój komentarz *^^*
      I naprawdę cieszę się, że Ci się podoba.

      Usuń